Zapadał zmierz, musiałam więc wracać do siebie. Byłam kilka metrów od bramy, kiedy jeden ze strażników złapał mnie za łokieć i wciągnął w krzaki.
- Co pan tu robi? - doskonale go znałam, był to jeden z nielicznych strażników, który okazywał litość.
- Ten chłopak, którego uratowałaś, nie zabił na rozkaz i zamknięto go w lochach. To jeden z przywódców buntowników. Nie może zniknąć w tym momencie...
- Kto? - przerwałam mu.
- Lockwood - odparł posępnie.
Szybko przemyślałam sprawę i pobiegłam do stróżówki. Był to ogromny szary budynek z wysoką wieżą, na której chodzili strażnicy z bronią. Wiedziałam gdzie biec. Najpierw wejście, później na lewo, prosto, prawo, dwa razy w lewo, po schodach na górę. Na końcu prostego korytarza było biuro Shepera. Wpadłam do niego i zamknęłam szybko drzwi broniąc się przez tłumem goniących mnie strażników.
- To nie jest sprawiedliwe! - krzyknęłam.
- Życie nie jest sprawiedliwe. Wracaj do siebie bo....
- Bo co?! Nagle idź sobie?
- Slyvia.
- Nie.
- Jasmine...
- Nie nazywaj mnie tak!
- Dlaczego?
- Bo już nie jesteś moim wujkiem! - krzyczałam ze łzami w oczach. - Kiedy zobaczyłam cię tutaj miałam jeszcze nadzieję, ale ty po prostu jesteś potworem.
- Co pan tu robi? - doskonale go znałam, był to jeden z nielicznych strażników, który okazywał litość.
- Ten chłopak, którego uratowałaś, nie zabił na rozkaz i zamknięto go w lochach. To jeden z przywódców buntowników. Nie może zniknąć w tym momencie...
- Kto? - przerwałam mu.
- Lockwood - odparł posępnie.
Szybko przemyślałam sprawę i pobiegłam do stróżówki. Był to ogromny szary budynek z wysoką wieżą, na której chodzili strażnicy z bronią. Wiedziałam gdzie biec. Najpierw wejście, później na lewo, prosto, prawo, dwa razy w lewo, po schodach na górę. Na końcu prostego korytarza było biuro Shepera. Wpadłam do niego i zamknęłam szybko drzwi broniąc się przez tłumem goniących mnie strażników.
- To nie jest sprawiedliwe! - krzyknęłam.
- Życie nie jest sprawiedliwe. Wracaj do siebie bo....
- Bo co?! Nagle idź sobie?
- Slyvia.
- Nie.
- Jasmine...
- Nie nazywaj mnie tak!
- Dlaczego?
- Bo już nie jesteś moim wujkiem! - krzyczałam ze łzami w oczach. - Kiedy zobaczyłam cię tutaj miałam jeszcze nadzieję, ale ty po prostu jesteś potworem.
- A myślisz, że dzięki komu jesteś w ciepłym, ładnym pokoju w złotej drużynie? - syknął.
- Dzięki strażnikowi, który się zlitował nad maltretowaną dziewczyną i dał mi broń. Zgadnij, kto jest następny na liście... Tak wujku, szukają kogoś kto będzie miał na tyle odwagi aby zabić ciebie, bo ja się nie zgodziłam, krew z krwi. Nie mogłabym... Nawet ciebie...
- Już dobrze no - jego wzrok pałał nienawiścią. - Odepnę ci go, a ty z nim porozmawiasz. Następnym razem, nie będzie tak prosto. Rozumiesz?! I nie waż się mnie szantażować!
- Zobaczymy...
(Damien?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz