Zajęcia w bibliotece z samego rana. Może wreszcie zrobię coś z tym. Z tego, co mi wiadomo, mieliśmy razem tylko parę lekcji, i tylko w bibliotece mogłem najbardziej się do niej zbliżyć. Oh, o kim mówię? O tej wysokiej, jasnej blondynce o srebrnych oczach i bladej cerze.
Na początku, kiedy tu przybyłem, to ona wyciągnęła pomocną dłoń. Jakaś miejscowa grupa chuliganów chciała mnie sprać, ale ona obroniła mnie. Od tego czasu minął prawie tydzień, a ja jestem jej dłużnikiem...Nigdy nie umiałem odpuścić, musiałem jej przecież podziękować! Tylko nawet nie wiem, jak się nazywa. Dzisiaj zrobię kolejny krok, jeśli dobrze pójdzie, to wreszcie poznam moja wybawicielkę.
Wszyscy już zajęli miejsca i rozpakowali się, tylko ja, zamiast usiąść tam gdzie zawsze, czyli obok parapetu i w moim "punkcie widokowym" (miałem widok na całą bibliotekę, lubię mieć wszystko pod kontrolą) usiadłem obok dziewczyny. Wszystko sobie ładnie zaplanowałem dzisiaj rano. Zacznę niewinnie.
- Hej, mogę się dosiąść, zapomniałem podręcznika - posłałem jej beztroski, lekki uśmiech
Mieliście kiedyś tak, że niby nie zamieniliście ani słowa, ale ta osoba jest wam bliska? Własnie tak się czułem. Na pewno mnie rozumiecie. Ta dziewczyna uratowała mnie, a ja nie miałem tutaj żadnych przyjaciół, więc to mógł być dobry początek.
Po chwili wyjąłem książkę, której rzekomo miałem nie mieć, a dziewczyna stłumiła śmiech. Widać nie wszystko przemyślałem.
{Sylvia?:D}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz