Moje dłonie jak i moje całe ciało było pod napięciem. Ci którzy jeszcze byli żywi, albo przynajmniej jeszcze wszystko rozumowali, zdąrzyli podnieść moje napięcie, przez co nie mogłam tego opanować i praktycznie wszystko było pod prądem. Jednak gdy zobaczyłam znanego mi wilka, spróbowałam to wszystko pochłonąć.
- My to jesteśmy dzieci szczęścia - delikatnie się uśmiechnęłam. On był wilkiem, który mógłby teraz na mnie skoczyć i mnie zabić. Ja za to jestem pod niekontrolowanym napięciem, który moze zniszczyć i cały budynek. Praktycznie nikogo nie było już w sali prócz nas.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz