And this day's ending.
Is the proof of time killing, all the faith I know.
Knowing that faith, is all I hold.
[Trading Yesterday - Shettered]
Przykucnęłam na wysokiej gałęzi rozłożystego dębu, mrużąc oczy. Na dole kręciło się dwóch gości. Ostrożnie stawiali kroki, bacznie rozglądając się dookoła. Od trzech dni uganiali się za mną jak kopnięci. Chcieli mnie dorwać , ale przecież nic nie zrobiłam. Ani im, ani nikomu innemu. A teraz nie dają mi wyboru. Ja się tylko bronię, nie mam nic do nich, ale nie pozwolę się złapać. Czy naprawdę będę musiała to zrobić? Są zagrożeniem.
- To nie ma sensu Arturze. Noc to pora tego mutanta. Powinniśmy szukać gdy nastanie świt i będzie osłabiona. To niebezpieczne...
Powstrzymałam się od prychnięcia. Mutant. A przez kogo się taka stałam? Przez głupich naukowców, którym zachciało się eksperymentów. Powiedzmy sobie szczerze. Jestem cholernym eksperymentem. Jednak wolę być demonem i być niebezpieczna niż bezbronna.
- Mark, nie mamy na to czasu. Życie jest niebezpieczne, a ja zamierzam wypełnić powierzone mi zadanie.
podpełzłam centralnie nad nich.
- Szkoda, że nawet za cenę życia... - wyszeptałam i runęłam w dół wprost na nich.
Porządnym uderzeniem w głowę pozbawiłam ich przytomności.
- To smutne. - stwierdziłam i zaczęłam biec.
Nie mogłam zamienić się w lesie. Za mało miejsca na skrzydła. Pędziłam przez mokry od deszczu las, tak szybko na ile mogło mnie stać.
- Tam jest! - Następna grupa kolesi.
Cho*lera. Powiadomią wszystkich poszukiwaczy. Od lewej zobaczyłam kolejnych ludzi, z prawej zbiegli się następni. Byli kilkanaście metrów ode mnie.
- Atteinte. Rozeznanie z lewej. Crainte sprawdź co się dzieje z przodu. Veilleur zostajesz ze mną.
Kruki spełniły moje polecenia. Biegłam już ponad kilometr. Oddychałam równomiernie. Już niedługo będzie poranek i będzie mi jeszcze trudniej niż teraz robiłam się powoli zmęczona. Doganiali mnie. Szczególnie jeden. Strzelił mi w nogę jakimś cholerstwem. Zasyczałam, ale nie poddawałam się. Poczułam, że moja noga sztywnieje... Zaczynałam kuleć. Nagle ktoś wpadł na mnie z impetem i powalił mnie na ziemię. Zawarczałam i zaczęłam się szamotać. Był silny. Nie miałam wyjścia musiałam się zmienić. Inaczej mnie dorwą. Nie zdążyłam, niestety. Przycisnęli mnie do ziemi i wbili w ramię strzykawkę z jakimś żółtym płynem. Obraz zaczął się zamazywać nim straciłam przytomność.
________________________________________________
The secret side of me
I'll never let you see
I keep it caged but I can´t control that
So stay away from me, the beast is ugly
I feel the rage and I just can´t hold that
[ Skillet - Monster ]
Pierwsze co czułam to całkowita dezorientacja. Czułam, że jestem podparta o coś twardego i bardzo niewygodnego. Wiedziałam też, że czymś jadę. Nie uniosłam głowy, nie poruszyłam się. Zmysły zaczęły się powoli wyostrzać. Coraz głośniej słyszałam szepty obok.
- To na pewno ona?
- Tak. Zajrzałem przez moment do tych oczu i... Nigdy więcej nie chcę tego robić.
W jego głosie wyczułam nutę przestrachu. Mrok idzie w parze ze strachem. Demony, złe duchy, cienie po kontach mają sprawiać by ofiara się ich bała. To cecha bardzo przydatna. szczególnie u mnie. Ręce miałam związane do tyłu, nogi były wolne. Ze mną siedzi dwóch kolesi. Zgaduję, że jesteśmy w czymś jak samochód dostawczy. Pewnie siedzą w strategicznym miejscu by mieć mnie na oku. Poczekam do końca podróży...
Ileś tam minut później byłam już na miejscu.
- Dobra, bierzemy ją. Tylko w miarę ostrożnie. Za bramą będziemy bezpieczniejsi.
Ktoś podniósł mnie, ktoś pomógł z drugiej strony i zaczęli mnie nieść.
Czułam, że mam eskortę. Nie ruszałam się, nadal uważałam nieprzytomną.
- O, jest nasza nowa "pacjentka".
Szlag by was wszystkich! Poczułam przypływ mocy.
- Jej palce... - zaczął ktoś z tyłu.
Zerwałam pęta, zmieniłam image. Otworzyłam oczy i rozwinęłam demoniczne skrzydła. Podjęłam walkę. Byłam jeszcze świadoma tego co robię. Zawarczałam pokazując wydłużone kły. Zwinny ogon zacisnął się na szyi jednego z niezbyt miło nastawionych ludzi i rzucił nim gdzieś. Skrzydła powaliły innych przeciwników. Zaskoczonemu strażnikowi przywaliłam w mordę. Nagle zauważyłam postać. Spojrzałam w tamtą stronę i zamarłam. Wyglądał/a jak zahipnotyzowana. Wpatrywał/a się we mnie. A ja w niego/nią. Z chyba... osłupieniem czy czymś takim. Ta chwila zawahania wystarczyła by mnie obezwładnić i przystawić nóż do gardła.
- Ma być spokój. Już su*ko!
Powoli wróciłam do normalnej postaci. Ogon jednak z charakterystycznym ostrym jak brzytwa sierpem pozostał. Kły również. Na to nic nie mogłam poradzić.
Zostałam złapana za kark i zaczęli prowadzić. Do pleców przystawili mi zimną stal. Szczerze to, nic nie widziałam, bo włosy zasłaniały mi widok. Nic nie mogłam zrobić. Pozostało tylko zastanawiać się kim był ten osobnik...
<Ktosiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz