"Niektóre małe gesty mają ogromne znaczenie"
Dlaczego on to robi? Dlaczego mi pomaga? Pozwoliłam by mnie prowadził, ale tylko on powstrzymywał mnie przed kolejnym atakiem na strażników. Gdybym pozwoliła sobie na to, bardzo możliwe, że próbowałby mnie powstrzymać co raczej nie skończyłoby się dla niego dobrze. Mimo egipskich ciemności nie miałam problemów z widzeniem. Wręcz przeciwnie. Widziałam doskonale. Nawet jego ciepły uśmiech, który pozwoliłam sobie odwzajemnić. Zaprowadzili mnie do jakiegoś budynku. Co tam na mnie czeka? Odpowiedź przyszła szybko z ust chłopaka, który starał się mnie również, co ciekawe pocieszyć. Wyciągną do mnie rękę, jednak szybko się odsunęłam, na razie nie mogłam pozwolić sobie na zaufanie komukolwiek. Nie rozumiałam go. Dlaczego chciał zostać? Uśmiechał się i dodawał otuchy. Po co? Jaki miał w tym cel? Spojrzałam na nieco marszcząc brwi. Czy powinnam podać mu swoje imię? Czy jest godny zaufania? Z drugiej strony... On zaufał mi. Nie bał się, że urządzę go tak jak ich. Nie czułam od niego nuty strachu jak od strażników. Po tym co zobaczył większość by się wycofała, ale on tego nie zrobił.
- Lorraine.
Wyszliśmy z windy, doszliśmy do celu. Ciemnowłosemu pozwolono zostać. Usiadłam na krzesełku. Jakaś baba wyciągnęła strzykawkę i podeszła do mnie. Była młoda, i chyba trochę nie doświadczona.
- Pobiorę ci tylko krew.
Wróciłam do pozornej normalności, wyciągając rękę przed siebie. Zrobiła co zamierzała, nie uszło jej uwadze to iż jest nienaturalnie ciemna. Mało też nie wzięła.
- Czy szybko się regenerujesz? - zapytała.
- Może. A nawet jeśli to co? - zapytałam zimno.
Podeszła do mnie i nim zdążyłam zareagować rozcięła mi rękę. Nogami odepchnęłam ją do tyłu, tak mocno, że niemal zawisła na tym swoim sprzęcie, ale uparcie wpatrywała się w rękę. Ta w ekspresowym tempie się zrosła, że nawet nie został ślad.
- A więc jednak.
Zaczęła wszystko zapisywać w notatniku. Zwróciła uwagę na kły, a także ogon. Nie obeszło się bez buntu z mojej strony. Niemal ugryzłam ją, gdy w rękawiczkach podnosiła moją wargę. Najzabawniej było gdy próbowała złapać ogon. Zaczęłam się śmiać, oplotłam go wokoło jej szyi i szarpnęłam do przodu. Poskutkowało to tym, że wylądowała przede mną. Siedziałam na krzesełku jak swój pan i władca. Albo jak by to powiedział mój brat. Szef ruskiej mafii. Złożyłam ręce na piersi i zaczęłam machać nim wyrażając swoje niezadowolenie. Ogon jest przydatny, ale to też pewnego rodzaju słabość. Niemiłosiernie boli gdy ktoś za niego pociągnie. Tak samo jest przy nasadzie skrzydeł. Dlatego trzeba uważać. Po drugie rany po obu tych kończynach nigdy się nie zrosną, ale najpierw trzeba wiedzieć jakim ostrzem to zrobić. Zwykła broń nawet nie zrani. Czekałam aż pozbierać swoją twarz z podłogi. Robiła jeszcze jakieś tam badania, prześwietlenia itp. Już ja się postarałam by jej to utrudnić.
- Za tydzień - zasyczała wściekle - Kolejne badania.
Wstałam i skierowałam się do wyjścia. Zauważyłam, że Tomas mi się przygląda. Nie powiedziałam nic. Znowu mnie gdzieś prowadzili. Noga była już sprawna, nie kulałam, a szłam normalnie. Irytowała mnie eskorta strażników. Jednak Tomas nie poszedł w swoją stronę, tylko nadal szedł ze mną. Ktoś inny raczej nie przejął by się jednym odmieńcem więcej, na dodatek tak niebezpiecznym. A on nadal tu był.
- Dziękuję. Za wszystko. - wyszeptałam patrząc na niego stalowo- niebieskimi oczami. Tylko on to słyszał.
[ Tomas?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz