Patrzyłam na dyrektora. Czego może ode mnie chcieć?
- A więc... Jak zauważyłaś, śnieg pojawił się na zewnatrz - zaczął. Kiwnęłam głową, ze wzrokiem nadal zbitym w jego twarz. - Otóż nasza maszyna, w której znajdowały się czujniki do kontrolowania pogody w naszym obozie, została zniszczona. Zaczęła szwankować, a testy wykazują, że ktoś, kto włada elektrycznością, zniszczył ją, dzięki czemu było także możliwość ucieczki, gdyż zostały także zniszczone bezpieczniki ruchu - wytłumaczył, a ja praktycznie nic nie zrozumiałam. Znaczy prawie. Ktoś zepsuł coś, przez co można uciec. Tylko tyle.
- A co ja mam mieć w tej sprawie? - zapytałam zdziwiona.
- Jakbyś nie zrozumiała, musiał to zrobić ktoś, kto włada nad prądem. A naszym obozie są takie może trzy osoby, ale tylko ty pokazałaś jaką masz siłę, a w porównaniu do innych ludzi, którzy władają energią, jesteś najsilniejsza - zmarszczyłam brwi.
- Nic nie zrobiłam - zacisnęłam pięści i zęby. Nienawidzę, gdy ktoś mnie obwinia o coś, czego nie zrobiłam.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz