Łapią coraz więcej mutantów. Pierwszy raz widziałem tak osobliwą osobę...była piękna, a zarazem przerażająca. Nie mogłem oderwać oczu, i zdawało mi się, że ona też, aż wreszcie nasz kontakt wzrokowy został przerwany przez jednego z trzymających ją kolesi. Kto by pomyślał, że zwykły spacer tak się skończy?
- Ej! Tomas, pomóż nam! - zawołał nagle jeden z nich w moją stronę.
Tak, znałem ich. Można ich było nazwać moimi kumplami z powodu braku innych towarzyszy niedoli.
Jako osobnik ze Złotej Drużyny, mogłem sobie ich totalnie olać. Bo mnie na to stać (XDD). Posłusznie jednak podszedłem do nich, bardziej kierowany chęcią pomocy tej zdezorientowanej dziewczynie, niż tym obleśnym kolesiom. Mi też kiedyś ktoś pomógł, więc staram się robić to samo dla innych. Objąłem dziewczynę ramieniem, pozwalając jej by przerzuciła na mnie swój cały ciężar ciała. Uśmiechnąłem się do niej ciepło, a ona chyba odwzajemniła uśmiech...ale nie jestem pewien, było strasznie ciemno. Co chwila potykaliśmy się o wystające korzenie, ale nie dałem jej upaść. W końcu doszliśmy do Laboratorium.
- Spokojnie, nic ci nie będzie. Tylko cię zbadają - pocieszyłem ją i wyciągnąłem rękę, by odgarnąć jej włosy z twarzy, jednak ta cofnęła się, by po chwili posłać mi przepraszające spojrzenie.
Doskonale ją rozumiałem. Każdy z nas to przechodził.
- Zostanę z tobą - uśmiechnąłem się do niej - Tak na marginesie, Tomas jestem
Winda zjechała na nasze piętro, drzwi otworzyły się.
[Lorraine?^^]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz