Schowaliśmy się za drzewem. Lucas usiadł.
- Więcej się nie pchaj na elektryczną bramę - powiedziałam, łapiąc go za rękę. Wyglądał słabo.
- Teraz mi to mówisz - wziłą głeboki oddech. Patrzyłam jak ich mordują. Racja. Stąd nie ma ucieczki, a oni już są martwi.
- Chodź. Wracamy - pomogłam mu wstać i w tej chwili strażnicy nas okrążyli. Nie zabili nas jednak, ale zaprowadzili do dyrektora - znowu.
- Chcieliście uciec! - prawie nam rzucił zarzut. Dziwię się, jak chłopak wytrzymuję to.
- Gdyby tak było, to by nas zabili po za bramą - zaczęliśmy się bronić. W końcu skończyło się na tym, że byliśmy wolni. Wyszliśmy z sali. Odeszliśmy parę kroków.
- Masz jeszcze trochę sił? - zapytałam i spojrzałam na niego. - Powiedz mi do kogo mam iść, żeby usunęli to coś. Ty się prześpisz, jesteś wymęczony tym napięciem - stanęliśmy.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz