Dotknęłam nogą jakiejś ciapki. Trudno teraz pomyśleć, ze to był śnieg. Teraz wyglądają jak zwrócone niemowlęcie kaszki.
- Ale i tak było fajnie - delikatnie się uśmiechnęłam i się rozejrzałam. Pole. Nic więcej. Po jegnej stronie budynek z ogrodzeniem, a po drugiej las. Na środku pola był staw, czy jezioro. Podeszłam do niego.
- Nie wchodź na to - powiedział. Zdziwiłam się. Przecież lód nadal tam był.
- Czemu? - weszłam jedną nogą. Nic się nie stało. Potem drugą. Też nic.
- Lód pęknie - nie wiem co mam myśleć. Wychodzi na to, że jestem gruba.
- Wcześniej nie pękał - wchodziłam dalej na lód bardzo ostrożnie. Lucas do mnie podibegł.
- Blue! - w tym momencie lód pęknął. Na szczęście nie zdąrzyłam daleko zajść, więc wodę miałam tylko do piersi. Krzyknęłam, bardzo z zimna niż strachu. Wimiem wybiegłam z wody.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz