No dobra... trochę się wystraszyłam niekontrolowanym gniewem chłopaka. Jednak minęło tyle czasu i zdołał tylko zniszczyć ścianę. Uśmiechnęłam się ciepło, tak jak to robię w sytuacjach, gdzie inni by nawet nie dali cienia uśmiechu i czochram go po włosach.
- Nawet jeśli coś zrobisz, zostaję przy tobie. - powiedziałam i go objęłam. Chłopak widocznie się zdziwił.
- Ale... jak tobie coś zrobię? - był zmieszany. Ja wzruszyłam tylko ramionami.
- Każdemu mogą pęknąć nerwy. Nie takie rzeczy przeżyłam - wytłumaczyłam i spojrzałam przez okno. Było dopiero dwie godziny po południu. Strażnicy chodzili grupkami, normalni ludzi - w ich znaczeni ci niebezpieczni - chodzili bardzo rzadko w grupach, może zaledwie trzyosobowych. - A po za tym za długo z tobą czasu spędziłam, żeby teraz dać ci odejść - dodałam, nadal patrząc na okno, gdzie teraz rozgrywała się bójka, pomiędzy strażnikiem, a którymś więźniem.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz