Siedziałem i rozmawiałem z dyrektorem jednocześnie nasłuchując co się dzieje w akademiku. Potem usłyszałem wrzaski strażnika. Nie odzywając się pognałem pod mój pokój.
-Ty s*ko! Jak mogłaś to wyjąć?!-usłyszałem głos strażnika i odbespieczanie broni.
Otworzyłem gwałtownie drzwi które udeżyły strażnika i go ogłuszyły. Co było błędem. Zanim zemdlał, postrzelił mnie w ramie. Ale to nie ja byłem tu najważniejszy . Tylko ona. Spojrzałem przerażony na Blue. Była cała we krwi. Wziąłem od niej tą małą bombe i obespieczyłem. Następnie wyrzuciłem w powietrze,gdzie też wybuchła.
Opatuliłem głowe Blue ręcznikiem i wziąłem ją na ręce. Czym prędzej pobiegłem do laboratorium. A za mną widziałem własnego opiekuna.
-Pomocy-poprosiłem
Położyłem Blue na łóżku i odkryłem jej rane z której dalej sączyła się krew.
- Blue coś ty najlepszego zrobiła-powiedziałem przerażony.
Znów chcieli jej włożyć coś metalowego do głowy. Ale wynegocjowałem by tego nie robili.
-Lucas- usłyszałem ją.
Podszedłem do niej i pogładziłem ją po włosach.
- Wszystko będzie dobrze. Pomogą ci. Zaufaj im-mówiłem roztrzęsiony
(Blue?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz