sobota, 7 listopada 2015

Od Nathaniela

Dwa lata temu trafiłem do Czarnej Drużyny. Moi rodzic postanowili się mnie pozbyć. Bali się mnie. Wiele razy widziałem strach w ich oczach kiedy tylko przebywałem obok nich. To straszne uczucie, kiedy twoi rodzice cię nienawidzą. Raz podsłuchałem ich rozmowę z nieznajomym mężczyzną. Błagali, aby mnie zabrali. Powiedzieli, że nie jestem już ich synem. Wyszedłem z domu. Padało, była brzydka pogoda. Naciągnąłem kaptur na głowę i chowając dłonie w kieszeń ruszyłem w stronę parku. Po kilku godzinach rozmyślań postanowiłem się wyprowadzić. Nie miałem dokąd, ale lepsze to niż oglądać ludzi, którzy tobą gardzą. Gdy tylko wróciłem zdjąłem przemokniętą kurtkę i ruszyłem w stronę pokoju. Tam byli moi rodzice. Siedzieli na łóżku i oglądali nasze wspólne rodzinne zdjęcia. Przy oknie stał wysoki facet z lekko siwiejącymi włosami.
- Co jest grane? - zapytałem powoli się wycofując
Niestety za mną jakby spod ziemi wyrosło czterech facetów. Nie zapowiadało się to najlepiej. Gdy tylko zostałem powalony na ziemię coś mi wstrzyknęli. Nie mogłem się ruszać, mój wzrok był przyćmiony. Ostatnie co powiedziałem w stronę rodziców, to ,,Dlaczego?''
----------


Teraz

- Ej, nie zasypiaj - poczułem mocne uderzenie w twarz - To dopiero początek
- Zostaw... mnie - powiedziałem z trudem otwierając oczy
- Powiedz... jak to jest władać ogniem? Opisz mi dokładnie wszystko, co czujesz, jak to kontrolujesz, jak go przywołujesz
- Pod warunkiem, że opiszesz mi jak wygląda dzień chorego psychicznie idioty - powiedziałem
- Zła odpowiedź - zaśmiał się
Oddalił się ode mnie i zniknął za drzwiami pomieszczenia. Znajdowałem się w pustej celi, która służyła doktorowi do przeprowadzania swoich badań, choć tak naprawdę były one jak tortury. Całe wnętrze było przerażające. Znajdowało się tu kilka nowoczesnych sprzętów o niewiadomych mi zastosowaniach. Pośrodku znajdowało się zwykłe krzesło na którym teraz siedziałem. Ręce miałem unieruchomione, zresztą jak i nogi. Głowę pochyliłem nisko, nie miałem już siły trzymać jej prosto. Po podbródku ściekały krople krwi zmieszane ze łzami, które mimowolnie wydostawały się z oczu. Próba uwolnienia się stąd nigdy nie przyniosła skutku. Trafiały tu osoby, na których przeprowadzali swoje badania. Oprócz mnie byli też inni, wiem to, gdyż codziennie słychać było czyjeś wrzaski i krzyk.
- Już jestem, dziękuję, że poczekałeś - oznajmił zamykając za sobą drzwi
- Mógłbyś się śpieszyć mam napięty grafik - powiedziałem unosząc głowę i przeszywając go spojrzeniem
- Wierzę - odparł jedynie i podszedł do jednej z szafek znajdujących się po przeciwnej stronie ściany - Co by tu...
Udał, że się długo zastanawia. Na pewno wszystko sobie to obmyślił, więc po co przeciągać?
- Ach! Już wiem! - klasnął w dłonie i odwrócił się do mnie upewniając się, że na niego patrzę
Z powrotem spuściłem głowę opierając ją o klatkę piersiową. Z dnia na dzień coraz bardziej było mi to wszystko obojętne. Nie miałem na nic wpływu, zawsze robił to co sobie zaplanował. Z każdym dniem znosiłem znacznie więcej.
- To na zakończenie sprawdzimy twoją wytrzymałość oraz szybkość regeneracji - oznajmił podchodząc do mnie z metalową tacką.
Już bez patrzenia mogłem się domyślić, że są tam różnej długości noże i skalpel.
- A więc zaczynajmy - uśmiechnął się poprawiając okulary, które zsunęły mu się na nos
Założył białe rękawiczki i sięgnął po mały nożyk. Podwinął mi rękaw bluzy i rozciął skórę na mojej ręce, na razie było to małe zranienie. Z minuty na minutę kombinował z coraz to większą ilością noży. Zranienia to był mój najmniejszy problem.
- Czemu to nie chce się zagoić? - zapytał oglądając uważnie każde rozcięcie
- Tłumaczę ci codziennie idioto, że nie posiadam takiej umiejętności jak regeneracja. Może byś mnie w końcu posłuchał pustaku - wysyczałem a na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
- Czyżby rany były za płytkie na samoleczenie? - powiedział pod nosem całkowicie ignorując moje słowa - A gdyby tak...
Nim zdążyłem coś powiedzieć poczułem palący ból w udzie. Zacisnąłem mocno zęby i minęło sporo czasu zanim zareagowałem. Spojrzałem w tamtym kierunku i przekląłem w myślach. Z mojej nogi wystawał wbity skalpel. Już drugi w tym tygodniu.
- Moja noga! - wrzasnąłem
- Boli? - spytał ruszając ostrzem na boki
- Zostaw! - krzyknąłem - Ty psychiczny... - nie zdążyłem dokończyć nawet zdania
Ten stuknięty doktorek wyjął skalpel a z rany zaczęła sączyć się krew. Zacisnąłem pięści, mimo tego cały trząsłem się z bólu. Nie mogłem opanować drżenia rąk.
- Na dzisiaj to wszystko - oznajmił odchodząc ode mnie i podchodząc do szuflady - Podobno męczy cię ból głowy po ostatnim badaniu- uśmiechnął się - I koszmary, mam rację? - nie czekając na odpowiedź wyciągnął napełnioną strzykawkę - Muszę cię zmartwić, za tydzień widzimy się ponownie - powiedział - Liczę na owocną współpracę - dodał tylko wbijając mi igłę strzykawki w szyję - Dobranoc
Patrzyłem się na niego, lecz obraz powoli się rozmazywał. Wszystko było niewyraźne, powieki same się zamykały. Poczułem jak ktoś bierze mnie pod ramię i gdzieś zawleka. Potem usnąłem. Na następny dzień znów obudziłem się w ciemnym pokoju, który był jak więzienie. Głowa mi pękała. Na nodze miałem założony opatrunek, rana przestała już krwawić. Spojrzałem w stronę drzwi, były otwarte. Wyszedłem na zewnątrz. Zacząłem się kierować w stronę stołówki, chociaż nadal uważam, że nie można tego tym nazwać. Idąc korytarzem wpadł na mnie chłopak uderzając dokładnie w ranę. Lekko syknąłem i spojrzałem na niego. Nigdy go nie spotkałem.
- Jak się nazywasz? - zapytałem
- Ty też mógłbyś się przedstawić - odparł
- Nathaniel Reaper - przedstawiłem się wyczekując co odpowie

(Lucas?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz