Leżałam płasko w swoim łóżku w "pokoju". Pustym, sama, bez nikogo..
Właśnie byłam po udanej operacji wycięcia mi wszczepu który wsadzili gdzieś dwa tygodnie temu. To było na kręgosłupie, odcinek chyba żebrowy czy jakoś.. Zaśmiałam się trochę. Miałam już tyle eksperymentów że aż powinnam być na równi z wiedzą o biologii jak ci jajogłowi.
Teraz ten szczep wsadzą jakiemuś szczurowi aby sprawdzić czy przeżyje czy się zmutuje.
Rana bolała jak diabli. Nie bardziej niż sama operacja.
-Walić.- Warknęłam.
Wstałam z łóżka z bólem,leki przeciwbólowe na mnie nie działają więc lekarze nawet nie próbują ich na mnie tracić. Zamykając oczy i czując jak brakuje mi powietrza, zrobiłam pierwsze dwa kroki.
Było mi zimno, dygotałam równie z bólu jak i z zimna. Ale jestem twarda.. Właściwie to sobie to wmawiam, ale udaje mi się jak na razie..
Porozglądałam się po swoim pustym pokoju. Nie wiem jak u innych ale mój był naprawdę psuty. Łóżko, biurko, krzesło. Słyszałam że niektórzy szmuglują zdjęcia rodziny, jakieś notatki czy rysunki. Ja jedyne co to mam zegar na ścianie. Który i tak się spóźnia.
Kiedy już przywykłam do bólu w kręgosłupie, chodzenie aż tak bardzo mi nie przeszkadzało. Z tego co wiem za tydzień rozpoczynam treningi walki wręcz. Dobrze by było wiec abym już teraz powróciła do formy.
Osobiście wolę używać swojego daru. Ktoś się namęczy, dotknę i już potrafię to samo co on, ale nieeee bo mogę zabić. Nieeee bo to nie fer.
A fer jest łazić z 10 cm otwartą raną na treningi?
-Życie jest nie fer.- Mruknęłam przez ból. .-Brzmię jak pieprzona 5-latka.- Mój głos jeszcze nie powrócił do swej normy.Podeszłam do swych drzwi i wyszłam na korytarze.
Na szczęście mieszkam sama.. Jeszcze. Przez 5 lat byłam zamknięta tylko i wyłącznie dla lekarzy. Dopiero od 2 lat mam przyjemność gadania z "podobnymi", ponoć taki mój projekt prowadzenia. Gdyby nie ilość blizn powtarzanych co roku nie miałabym pojęcia ile mam lat. Nawet nie chciało mi się ich zakrywać na swych rękach, nonszalancko nosiłam rękawy zawinięte na łokciach. Za godzinę albo dwie będą "obiady"
-Jak bardzo bym chciała jeść normalnie. Pieprzone Złotki. Co oni mają takiego? Lizodupy, kłamliwe gnidy.-
Lubiłam sobie czasami pomarudzić o rzeczach na które nie mam wpływu. Co nie zawsze oznacza że tak myślę. Ot-myślenie na głos. Jedna z nielicznych rozrywek.
Zawędrowałam na Mur. Rana na plecach nie pozwalała mi chodzić na dłuższe odległości,obijałam się jak pijana o ściany albo szłam wzdłuż jednej z nich.W pewnym momencie moje drżące mięśnie się zbuntowały. Oparłam się o ścianę i wzięłam głęboki wdech.
-Noo.. Dali mi popalić.- Porozglądałam się po korytarzach. Malunki i rzeźby które widziałam już tyle razy ze znam je na pamięć. Właściwie znałam na pamięć całą strefę dla Czarnych.
Tylko nie ludzi.
Uśmiechnęłam się pod nosem kiedy jacyś strażnicy ciągnęli za sobą wystraszonego chłopca.
Ciekawa jestem czy to ja jestem dla nich nowa, czy oni dla mnie?
W końcu.. 7 lat tu spędziłam.
<ktoklwiek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz