sobota, 12 grudnia 2015

Od Tomas`a CD Lorraine

- Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić - powiedział ze smutkiem- Zaraz przetransportują cię do Czarnej Drużyny, ja należę do Złotej. Wszystko ci wyjaśnią - uśmiechnął się krzepiąco
Ruszył w swoją stronę, a dziewczynę strażnicy eskortowali w przeciwnym kierunku.
*Parę dni później*
Zastanawiał się, jak się trzyma ta dziewczyna. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Czasem starał się dostrzec z wysokiego okna, co się dzieje za Cierniowym Lasem...gdyby było jakieś zamieszanie, wiedziałby, że ona ma w tym udział. Osoby ze Złotej Drużyny próbujące przedostać się na tereny Czarnej Drużyny, muszą przejść najpierw przez mur, a następnie przez właśnie ten las.
Była to droga dość niebezpieczna, ale musiał się dowiedzieć, jak sobie poradziła. Kiedy już kogoś raz uratował, nie dawała mu spokoju troska o tą osobę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy: broń, jedzenie, wodę i mapę. Tak przygotowany ruszył schodami na dół.


{Lorraine}

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Od Lorraine

Leżałam sobie spokojnie, odpoczywając w pokoju. Spojrzałam na swoje ręce. Czym ja jestem? Dlaczego w ten sposób? Z chęcią wyrzekłabym się tego wszystkiego. Wszystkiego to robi ze mnie inną. Może normalność nie jest taka dobra jak się wydaję. Ale inność też nie czyni mnie lepszą. Pomieszczenie było dość marnie urządzone, wiec sama zadbałam o wystrój. Gruby czarny dywan, uszczelnione ściany w tej samej barwie. To wszystko, niestety nadało pokojowi koszmarną atmosferę, ale było lepiej z temperaturą. Była nie za ciepła, ani nie za zimna. Tutaj o nas nie dbali. Więc zadbałam o siebie sama. Wiadomo z czego to wszystko zostało stworzone. Musiałam zmniejszać naprężenie mocy w sobie, bo kiedyś wystrzeli jak korek od szampana. Co prawda były trening, potyczki ze strażnikami, ale moja moc wciąż rosła. No nie... Wykrakałam... Wtargnęli do mojego pokoju jak do swojego. Popatrzyłam na nich wrogo. Było ich pięcioro, na korytarzu pewnie więcej. 
- To już człowiek nie może się porządnie wyspać? 
Taki wielki, łysy, bez karku raczył mi odpowiedzieć.
- Nie zasługujesz na miano człowieka, demonie. Idziesz z nami.
Prychnęłam. Co oni sobie myślą? Nie jestem potulnym kociaczkiem. Ani owieczką na rzeź. Przeciągnęłam się na łóżku i założyłam ręce za głowę.
- Nie, dzięki. Obejdę się bez tych bezcennych doświadczeń. Wypier*dalać mi! Tam są drzwi!
Wskazałam palcem.
- Skoro nie chcesz po dobroci... - zaczął podchodzić w moją stronę. 
Zerwałam się z łóżka tworząc czarną barierę między mną,a nimi. Wykroczyłam przez okno, wybijając szybę (trzecie w tym tygodniu). Spadałam w akompaniamencie odgłosów tłuczonego szkła. Przemieniłam się się w locie i wyrównałam lot półtora metra nad ziemią. Cieszyłam się z tak silnych skrzydeł. Potrafiły unieść nie tylko mnie, ale i dwie inne osoby, gdybym chciała jakieś ratować. Zaczęli strzelać we mnie usypiaczami. Wściekłam się, musiałam lawirować i odbijać pociski. Nie zostałam dłużna zbyt długo. Trzy kruki, moi wierni towarzysze, strzegący mnie gdy śpię w tym nieludzkim miejscu. Zmieniły formę na bardziej niebezpieczną. Demoniczna bestię z ostrymi i długimi kłami. Zaatakowałam stylem "na bombę", robiąc korkociąg i ochraniając się skrzydłami nie do przebicia. Strzeliłam ogromną dawką mocy, jaką miałam w sobie.
- Niech was piekło pochłonie!
Poupadali, mocno pokiereszowani ostrymi odłamkami z czarnego piasku. 
- Mam was dosyć!
Stanęłam dumnie, z podbródkiem do góry jak klasyczny trudny przypadek. Po chwili wyszczerzyłam się pokazując pokaźne uzębienie. Leżeli pojękując. Większość umierała cicho lub dostawała obłędu. Ktoś z tyłu zaatakował mnie... w sumie nie wiem jak to się nazywa. To coś miało mnie skrępować, ale kto powiedział że im na to pozwolę? Złapałam za srebrna linkę, która boleśnie owinęła się wokół mojej dłoni i nadgarstka. Końcówka była jak kotwica. Chłopak szarpnął mnie do siebie. Zaczęłam biec w jego stronę, tylko po to by się na niego rzucić. Kopnęłam go w pierś wybijając całe powietrze z płuc. Pazurami rozorałam mu gardło. Wyrwałam mu tą cholerną linkę. Przyda się. Odwróciłam się do biegnących ludzi. Na jednym wykorzystałam tą jakże użyteczną broń. Walka była bardzo zaciekła. Blond włosy odważył się złapać mnie za ogon. Zabolało. Syknęłam i odwróciłam się. Widząc mój wzrok, cofnął się, puszczając go. Ogon zacisnął się wokoło jego szyi i rzucił nim. Upadł na piach.
- Przestań! Mamy twojego brata! - wrzasnął.
Skakałam już po plecach drogich strażników. Wiedział, że nie chcieli mnie zabijać. Chcieli mnie miąć po swojej stronie. Mogłam być im "przydatna". Jak to określił jeden z naukowców w białym kitlu. Dlatego szukali każdego sposobu. Mój wewnętrzny demon był wniebowzięty. Chociaż to dla demona niemożliwe. To on kierował moimi ruchami. Był wyśmienitym zabójcą jak i mordercą. To była dla niego zabawa. Cofnęli się na "bezpieczną odległość". Stanęłam na ugiętych nogach. A raczej Darkness, jak go zaczęłam nazywać. Przestałam się go bać czy nienawidzić. Zaakceptowałam go i polubiłam, przecież tylko to mi zostało. Chronił mnie przecież. On też poszedł mi na rękę, ponieważ dawał mi prawo wyboru takie jak teraz. Czy ma walczyć, czy lepiej się poddać. To ja byłam rozumem, a on obrońcą. Grałam przywódcę. Bo wszystkiemu co demoniczne trzeba pokazać, że jest się godnym być jego panem. Zyskać u niego szacunek. Dlatego mogę tworzyć i przywoływać własne demony. Władcą, a to były moje chowańce. A najpotężniejszy był we mnie i pod moim wezwaniem.
- Dlaczego miałabym wam wierzyć? - wycharczałam.
Jeden z nich zaśmiał się i rzucił mi kartotekę. Złapałam ją i otworzyłam,zerkając na nich kątem czarnego oka. Na zdjęciu zobaczyłam ciemną czuprynę i niebieskie oczy. Eric William Wolf (Nightshade), 19 lat... Mój starszy zaginiony braciszek, którego poznałam dwa miesiące temu przed tymi pokręconymi zdarzeniami. Najbardziej wstrząsnęło mną zdanie: Panowanie nad lodem i zimnem. O matko... Mają go. Zachowałam kamienną twarz mimo, że we mnie szalała burza. Nie mogłam go tak zostawić. Może i od nie dawna mogę nazwać go bratem, ale to mnie do czegoś zobowiązuje. 
Zamknęłam akta i rzuciłam ją blondynowi pod nogi. Zawarczałam groźnie. 
- Zaprowadź mnie do niego .- Patrzyłam na niego z co prawda z pogardą, ale on się uśmiechał, mimo że nie mógł spojrzeć mi w oczy. Bał się ich. Karmiłam się tym lękiem, uszkadzając z lekka ich psychiki. Będą się im śniły okropne koszmary. Nie żałowałam. Należało się im. Ruszyłam w ich kierunku. Mieli mnie na lufach pistoletów. Nie chowałam swojej demonicznej postaci. Może się jeszcze przydać.
- Jesteś prawdziwym potworem. - stwierdził, nie patrząc na mnie.
Był niewiele niższy. No cóż nie każdego obdarzono wzrostem. Spojrzałam błyszcząc ostrzegawczo kłami.
- Nazwisko zobowiązuje. Zmieńcie gadkę, to się robi nudne.
Moje nazwisko oznacza Cień Nocy. Pasuje do mnie prawda? Podobno zawsze moja rodzina uważana za żartownisie, luzaków, osobami zajmującymi się nielegalnymi rzeczami i młodocianymi przestępstwami. Stwierdziłam, że mój głos jest głębszy. Schowałam skrzydła. Jak wyglądały? Są jak anielskie, pierzaste, tylko czarne i jakby ostrzejsze. Stworzone do gwałtownych manewrów. Mój ogon z charakterystyczną końcówką, niemal sunął za mną po ziemi. Wprowadzili mnie do tego samego budynku co robili badania. Laboratorium, przeklęte miejsce przez każdego mieszańca jaki postawił tu nogę. Trafiłam na inne piętro. Był pokój, jak miejsce przesłuchań. Tak mnie zaprowadzili. 
- Oto on. 
Blondyn otworzył mi drzwi. Ten sam, z którym rozmawiałam. Przeszłam przez nie jako pierwsza. Gwałtownie zamknęły się za mną ze szczękiem zamka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Złapałam się za boki.
- No i jak skończyłeś bracie? A mówiłam byś uważał. Jak zwykle nie słuchasz co się do ciebie mówi, nie?
Patrzyłam na siedzącego w kącie skulonego osobnika. Na dźwięk mojego głosu uniósł gwałtownie głowę. 
- Raine!
Rozłożyłam szeroko ramiona.
- Oto ja.
Zerwał się i mnie przytulił. Był wyższy o te trzy centymetry i... Zimny.Bił od niego chłód. Oddałam uścisk. W końcu się ode mnie odkleił, oddając dostęp do życiodajnego gazu. Uśmiechnęłam się do niego lekko, dodając otuchy. Nagle mój wzrok przyciągnęło coś białego.
- Ty... To... Co?!
Patrzyłam w szoku. On miał ogon?! Pal licho, że biały! Co do diabła się tu wyrabia?! Spojrzał na nią zakłopotany.
- Bo widzisz dość niedawno...
Białka zrobiły się czarne, a tęczówki rażąco krystalicznie niebieskie. Cofnął się o dwa kroki. Pojawiły się skórzane skrzydła, a włosy zbielały, prócz jednego granatowo-czarnego pasemka. Kły się wysunęły, uszy zmieniły lekko swój kształt. To się nazywa zmiana image. 
- Na złamane pióro z mojego skrzydła, nie wierzę!
On jest podobny do mnie! Stał się tym co ja. Pół demonem. A taki był z niego niepozorny chłopak. Jedyne co się różniło to moc. Wewnętrzny demon władający Lodem. Skoro z Mrokiem w parze idzie Strach, to co idzie w parze z Lodem? Patrzyłam na niego przez chwilę w szoku, po chwili ogarnęłam się i obeszłam go dookoła. Końcówka była taka jak moja. Coś na kształt ostrego niewielkiego sierpa lub zakrzywionego końca włóczni. Nawet miał skazę taką jak ja.
- No,no nie spodziewałam się tego po tobie. Patrz.
Pokazałam swój ogon, obok jego. Blizna w kształcie księżyca. Identyczna. Srebrna. 
- Nigdy nie pokazałaś mi swojej drugiej formy. - stwierdził.
No tak, wyglądałam teraz jak prawie człowiek. Nie mogłam wiedzieć, że ma podobną mutacje. Odeszłam parę kroków. Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam czym się chwalić. 
Spełniłam jednak jego niemą prośbę. Ukazałam czym jestem. Gdy stracę kontrolę oczywiście. Zastanowiłam się. Może go uwolnię. Siebie na pewno nie. Jego może się udać. Nie musi tu zostać tak jak ja. Zapukałam w drzwi.
- Otwierajcie gnidy!
Eric dawał znaki do lustra jednostronnego. Wiedzieliśmy, że nas obserwują. Jednak nie chcieli otworzyć drzwi. Trzymali nas tu w jakimś celu. Olśniło mnie. Te otwory w ścianach... Chcieli nas zagazować. Pozbawić przytomności w naszych drugich formach. Kurna! 
- Oblodź ściany i drzwi! Szybko!
Usłyszałam syk. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc, ale widząc moją lekką panikę zrobił to o co prosiłam. Uderzył otwartą dłonią w szkło. Cienki lód rozszedł się od przez jego rękę, na całe pomieszczenie, pokrywając je cienką warstwą. 
- Nie może pęknąć pod byle naporem!
Zmrużył oczy. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Cienka błyszcząca nić rozeszła się,a gdy zaczęła każdy kawałek szarego betonu, tak jakby napuchła. Teraz warstwa nie przepuści gazu. Widziałam zielone przebłyski pod nim. 
- Darkness... Zdaję się na ciebie. Uwolnij nas stąd.
Uśmiechnęłam się do demonicznego brata który nie rozumiał co się dzieje i straciłam świadomość. Wiecie jak się czuje taka osoba? Jakby dryfowała. Nie dochodzą dźwięki, nic nie czujesz. Podobne do snu, ale to jeszcze nie to.

C.D.N nastąpi ;)

Od Lucasa C.D Nathaniela

Zacząłem się śmiać i wysunąłem wilcze pazury. Nathaniel popatrzył na mnie zdezorientowany.
-Zmiennokształtność. Ale najbardziej z tego wszystkiego wolę wilka-wyjaśniłem
-To pokaż się -powiedział
Na początku spojrzałem na niego jak na idiote. Potem zmieniłem się w kota. 
Nie będę siać paniki na tej niby stołóweczce. Nat zaczął się śmiać. Zmierzyłem go spojrzeniem..... ah gdyby wzrok mógł zabijać. Wróciłem na miejsce i znów sie przemieniłem.
-Koniec przedstawienia-dodałem
-No weź..... słodki był z ciebie kocur. Podrapać cię za uchem?- zapytał z szerokim uśmiechem
-Nie przeginaj- poprosiłem

(Nathaniel?)

Od Nathaniela C.D Lucasa

-A powiedz jak ty tu trafiłeś? Może zdradzisz też swoje dary?-zmienił temat.
- Hmm - zamyśliłem się cofając pamięcią wstecz - W sumie to nie ma nic ciekawego
- Na pewno musi być - 
- A więc tak, pamiętam, że dzień był brzydki, ciągle padało a ja z tego zimna dostałem kataru. Gdy wracałem do domu miałem dziwne przeczucie. Gdy wszedłem do środka w salonie stało kilku mężczyzn. Bez żadnego słowa powalili na ziemię i coś wstrzyknęli po czym odpłynąłem - przyznałem 
- A twoi rodzice? - zapytał
- Nic nie powiedzieli - mruknąłem - Nie otrzymałem żadnych wyjaśnień. Zapewne ucieszyli się, że pozbyli się takiego potwora z domu
- Na pewno nie 
- Nie znasz ich - westchnąłem - Codziennie patrzyli się jak na obcego, nienawidzili mnie, nie wiem co im takiego zrobiłem
- Powiesz mi jakie posiadasz moce?
-Władam płomieniem ognia - odpowiedziałem i dla potwierdzenia przywołałem gorący, czerwony ogień
- Super - spojrzał zachwycony
- A ty co potrafisz? - zagadnąłem

(Lucas?)

Od Lucasa C.D Blue

Odwróciłem się w stronę tej dziewczyny , która znowu zaczęła tworzyć kule.
Szybko do niej podszedłem i złapałem za ręce. Ta oderwała się od czynności i spojrzała na mnie przerażona.
- Już dobrze. Mack nie pozwoli na takie traktowanie-powiedziałem łagodnie
Spojrzałem na mojego opiekuna i Amber a dziewczyna schowała się za mną.
Pokazałem Blue by podeszła do mnie. Ona to zrobiła i złapała mnie za rękę.
-Nie. Nie zapominam się!-krzyknęła Amber-Mają wykonywać rozkazy. Za nieposłuszeństwo jest kara! 
-Nie-odezwał się stanowczo Mack-To ma być również dla nich dom a nie strikte więzienie.
-Blue zabierz ją stąd-wyszeptałem
Dziewczyny zaczęły odcodzić ale Amber szybko to zauważyła. Wyciągnęła nóż który wylądował blisko nogi Blue. Aż serce mi stanęło. Zmieniłem się szybko w wilka zasłaniając dziewczyny.
-A wy dokąd nie skończyłam z wami - odezwała sie strażniczka
-Opanuj sie Amber-zarządał Mack

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Zaraz. - powiedziałam i wystawiłam głowę na przód.
Moim oczom ukazała się walka Amber i jakiejś dziewczyny. 
- Amber! - krzyknął Mack podbiegajac do nich.
Gdyby nie jego unik, leżał by martwy na ziemi. Skąd te kule? To była moc dziewczyny. Tworzyła kule ognia, którymi potem mogła rzucać.
- Uważaj! - krzyknał Lucas, a tamte dwie nawet na nas nie spojrzały.
- Amber! Co tu się wyprawia! - Mack zlapał ją za rękę, a dziewczyna przestała ciskać w nią kulcami, dzięki czemu my mogliśmy podibec do nich.
- Nie wypełniła rozkazu! - krzyknęłam wkurzona strażniczka.
- Chyba się zapominasz. - mruknął poirytowany opiekun.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Chyba nie znowu Amber..... Odwróciłem się i gwałtownie odepchnąłem Blue. 
Dziewczyna poleciała na ziemie a ja zrobiłem unik przed lecącą kulą czegoś....
Spojrzałem na Blue i pomogłem jej wstać oraz złapałem za rękę.
Po sekundzie z budynku wybiegł Mack i spojrzał na nas zszokowany.
-Co się dzieje?!-zapytał
Wzruszyłem ramionami a Mack pobiegł szybko w tamtą stronę.
Sam pobiegłem za nim a Blue poszła powoli i ostrożnie za nami.
-Mack!-krzyknąłem
Pociągnąłem go do tyłu a kolejna kula przeleciała przed jego twarzą.
-Blue stań za nami-poprosiłem

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Ponownie ruszyliśmy w stronę budynku.
- Kiedy ostatni raz tańczyłeś? - zapytałam z ciekawości.
- Chyba z trzy lata temu. - uśmiechnęłam się.
- Ja nigdy. Nawet mi nie przyszło to do głowy. - odpowiedziałam, a chłopak wybałuszył oczy ze zdziwienia.
- Nie wierzę. Aż tak źle nie tańczyłaś. A raczej bardzo dobrze. - machnęłam ręką.
- Mam wspaniałego nauczyciela. 
Gdy tylko przekroczyliśmy bramę, od razu zrozumieliśmy, że coś nie gra. Usłyszeliśmy krzyki i odgłosy walki.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

- Może właśnie po to tak brzmie- podpowiedziałem
Blue zasłoniła ręką usta ale i tak widziałem że się śmieje.
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się rozbawiony
-Ależ dziękuję za komplement- zaśmiałem się i ukłoniłem
-Nie ma za co- dygnęła lekko.
Złapałem ją za ręce i przyciągnąłem do siebie porywając do tańca.
Blue zaśmiała się i o dziwo dobrze szedł jej taniec. Nawet bardzo dobrze.
Na koniec obkręciłem ją i przytuliłem do siebie całując. 
- Lepiej?- zapytałem z troską
-Tak-odetchnęła zadowolona
No tak.... przecież nie codzień ja tańczę. Tańczyłem ostatni raz... jakieś 3 lata temu. Osobiście dla mnie to szmat czasu.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Szliśmy w ciszy przez las. Obydwoje rozglądaliśmy się dookoła. Jego tu nei było przez dwa miesiące, a ja nie chciałam ryzykować wyjścia samej. I tak rzadko kiedy wychodziłam z pokoju, a tak to miałam zamknięte drzwi na klucz.
- A co będzie, jeśli mi się nie uda? - zastanawiałam się głośno.
Lucas odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie złowrogim wzrokiem.
- Nawet tak nie mów. - skarcił mnie wzrokiem.
- Ja głośno myślałam. - przewróciłam oczami.
- To nie myśl. Nawet sam nie chcę o tym myśleć. Uda ci się. - powiedział powaznie i stanowczo.
- Jesteś zabawny, gdy mówisz stanowczo. - odparłam z uśmiechem.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Uśmiechnąłem się do niej i dalej szedłem z nią na plecach.
-Nie. Chyba bym zleciał gdybym spróbował-zaśmiałem się
Blue pacnęła mnie w głowę a ja odchyliłem głowę do tyłu patrząc na nią.
-Skoro ja sie utrzymałam to ty tym bardziej-podsumowała
-Chyba wole sam być wierzchowcem. -stwierdziłem
Blue w końcu zeskoczyła z moich pleców a ja złapałem ją za rękę.
-A spróbujesz kiedyś jeździć konno?-spytała
-Może.....-przeciągnąłem i uśmiechnąłem się do niej.
Oczywiście zaczęliśmy wracać. Bo dłużej nam zajmie przejście pieszo , niż w galopie. Rozglądałem się po okolicy badając każdy zakamarek i zapamiętując go. W końcu dawno mnie tu nie było.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Nigdy nie jeździłam. - powiedziałam niepewnie. 
Miałam wrażenie, że zaraz spadnę na lewy bok i to na bark.
- Po prostu się trzymaj. - kiwnęłam głową.
Koń Lucas zaczynał od zwyczajnego stepu, potem przeszedł chyba do galopu, a potem do kłusa. Biegł bardzo szybko i o dzowi nie spadłam na ziemię. A nawet lepiej, czułam się jakbym latała.
- Jeździłeś kiedyś? - zapytałam.
Stanęliśmy, a koń przemienił się w człowieka. Lucas trzymał mnie na plecach, na tak zwanym baranie.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue


Przewróciłem oczami i zaśmiałem się. Odsunąłem się od niej.
-Pamiętasz gdy pierwszy raz mnie spotkałaś?Kim byłem?- zaśmiałem się
Blue popatrzyła na mnie zaciekawiona a ja przemieniłem się w konia. Przekłusowałem dookoła niej aż w końcu się zatrzymałem przed nią.
-Wariat-powiedziała zachwycona
Pogłaskała mnie po pysku. Ja odwróciłem się do niej bokiem i położyłem na ziemi. Blue usiadła na moim grzbiecie i wtuliła się we mnie. Jednak nie spodziewała się że wstanę. Po paru minutach stanąłem na równe nogi.
Blue odruchowo złapała moją grzywę a ja zacząłem stępować.
Czułem że dziewczyna się trochę spina. Zatrzymałem się i popatrzyłem na nią.
-Przecież cię nie zrzucę - zapewniłem spokojnie

(Blue?)

sobota, 5 grudnia 2015

Od Blue C.D Lucasa

Złapałam się za głowę.
- Dobra, ale to jutro. - oboje kiwnęli głową.
- To do zobaczenia. Sprawdzę gdzie jest teraz Amber - powiedział i zniknął.
Oparłam się o ramię chłopaka. Moga wykorzystać Amber aby mnie sprowokować. A co z tym dzie w parze? Lucas. Oczywiście mogą też wykorzystać przyjaciół Lucas'a jak i opiekuna. Super.
- To będzie męczący miesiąc. - wesychnęłam.
- Dasz radę. - oparł moje ramienie i uśmiechnął się ciepło. 
- Ta Amber kiedyś nieźle dostanie. - stwierdziłam. - I to może nie ode mnie. - dodałam.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Spojrzałem zszokowany na Macka. Może być źle.... może być bardzo źle.
Opiekun wziął mnie na chwilę na bok.
-Nie ukrywam że ciebie również mogą do tego wykorzystać-wyjaśnił
-Jak?-spytałem
-Hmm. Pomyśl. Amber?-Mruknął
Spojrzałem na niego jak na totalnego idiote. Ale jednak on miał racje. Mogło tak być że wykorzystają i mnie.
-Musicie sie bardziej pilnować-dodał gdy podeszliśmy do Blue.
Skinęliśmy głowami a ja złapałem ją za rękę. Nie wyobrażam sobie tego że miałbym zostać wykorzystany do tego by ją sprowokować.
-Jutro zaczynamy trening kolejny-nakazałem
-Jaki?-westchnęła
-Taki byś zachowała zimną krew jakby ktoś mnie krzywdził. A Pan Mack nam w tym pomoże-wyjaśniłem
-Słusznie..?-zająknął się gdy usłyszał że ma nam pomóc.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Odetchnełam z ulgą, gdy pojawił się opiekun. Gdy Lucas mówił te rzeczy o Amber, wiedziałam, że kłąmię, ale jednak się denerwowałam. Już na sam jej widok serce zaczęło bić szybciej, więc to dla niej kiedys się źle skończy.
- Chodźcie. A ty Amber, wracaj do siebie. Chyba zapomniałaś, ze bez pozwolenia nie możesz wychodzić. - wątpię, aby to była prawda, ale jednak dziewczyna chyba uwierzyła, bo naburmuszona od razu znikneła nam z oczu. - Jak idzie trening? - zapytał. 
- Dobrze. Zamiast mnie porazić, dostałem w twarz. - Lucas się uśmiechnął.
- Jakieś postępy są. - szliśmy dalej, aż w końcu stanęliśmy.
- Blue, ostrzegam się, abyś się nieźle przygotowała. Na pewno wykorzystają Amber, abyś straciła nad soba kontrolę. - jak to możliwe, że tyle razy ostrzegł nas przed czymś, powiedział to, czego nie powienien i nadal tu jest? 

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

-Masz racje. Pierwsza bym cie zabiła-zaśmiała sie.
Podniosłem ją na rękach i zakręciłem się razem z nią. Oboje śmialiśmy się jak małe dzieci. Jednak gdy tylko odstawiłem ją na ziemię. Przed nami wyrosła Amber.
Stanęliśmy jak wryci a ja złapałem Blue za rękę by się uspokoiła.
-Widze że się pogodziliście-powiedziała z niesmakiem i skrzyżowała ręce.
-Tak. A co nie możemy mieć chwili dla siebie?! I co? Śledzisz mnie?!-zapytałem zdenerwowany
-Może....-odparła obojętnie
Prychnąłem wkurzony i chciałem jeszcze coś powiedzieć ale.....
-Lucas... Blue wszędzie was szukałem-usłyszałem Macka
A po chwili również poczułem jego dłoń na ramieniu. Odetchnąłem głęboko i rozluźniłem się. Jak to jest że on prawie zawsze wyciąga mnie z tarapatów lub mi pomaga? On nie był strażnikiem. Bardziej przyjacielem który mnie pilnował i dbał o mnie i o osoby ważne dla mnie.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Spoliczkowanie zamiast porażenia prądem, a przytulas za to, że dzięki tobie nie dostałeś ładunkiem elektrycznym - uśmiechnęłam się słąbo.
Lucas odetchnął i także mnie objął.
- Ale jak jeszcze raz takie coś powtórzysz, to walnę się z zamkniętej ręki - powiedziałam grożąc mu wzrokiem.
Zaśmiał się, po czym wstaliśmy.
- Teraz masz się tylko pilnowac, a za miesiąc "test" - odparł.
Objął mnioe ramieniem i ruszyliśmy na krótki spacer w lesie.
- Nie mówiłęś tego na serio, prawda? - nie wiem czemu się zapytałam.
Lucas wybałuszył oczy i spojrzął na mnie jednocześnie poirytowany, ale i też zdziwiony.
- Szybciej bym zginął - mruknął i mnie pocałował.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Stałem przy tym drzewie i mówiłem to co przychodziło mi do głowy.
Aczkolwiek ledwo przez gardło przechodziły mi słowa o tej Amber. 
Przynajmniej też byłem w bezpiecznej odległości bo pewnie bym dostał.
-Może i nawet bym się potem z nią przespał? Ale znając życie... Ona by mnie szybciej do tego wyciągnęła-powiedziałem po dłuższej chwili
Blue po minucie zerwała się na nogi i podeszła do mnie. Zasłoniłem się szybko dłońmi ale żadnego ataku nie poczułem. 
Podniosłem wzrok i zostałem spoliczkowany a zaraz również przytulony.
Stałem jak wryty nie rozumiejąc jej zachowania.
-Em... olśnij mnie. Za co spoliczkowanie a za co przytulas?- spytałem zdziwiony

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Zgodziłam się. 
- Ale jak mnie wkurzysz? - zapytałam zaciekawiona, gdyż nawet ja nie wiem jak on ma to zrobić. 
- Daj mi chwilęc. - zaczął się zastanawiać. Oparł się o drzewo, a ja usiadłam na trawie i czekałam.
- Wiesz, że jak ci się nie uda to cię zabiją? - zagadał. Nie wiem czy to jego plan, jeśli tak, to jest na razie słaby. - Wiesz co wtedy ze mną zrobią? Zapewne dadzą mnie na zawsze szkolenie, gdzie jest ta Amber... - westchnął. Czyli będzie mnie chciał ją wkurzyć. Niezły pomysł. Przygryzłam wargę. - Nieźle się całuje. Może to jeszcze powtórzę? - wiedziałam, że nie mówi tego na poważnie, jednak serce zaczęło mi czybciej bić, a tętno podskoczyło. - Będzie mi musiała cię zastąpić... - kontynuował, a ja zaczęłam sobie nuciś w myślach moją kołysankę.

<Lucas?>