Objęłam go, ręce zawiesiłam na jego plecach. Patrzyłam w jego oczy, po czym go pocałowałam. Dwa miesiące. Niby tak mało, a jednak niczym wieczność.
- Ciebie - powiedziałam z czułością w głosie. Brak tego wszystkiego co on mi dał, to jak oddychanie bez tlenu. Żyć bez tego nie można. Jego ciepłego dotyku, obeności. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie, odkąd zaczęłam u niego sypiać od tamtych koszmarów, które nie był snami. Znowu chciałam poczuć jego obecność w śnie, gdy mogę się w niego wtulić podczas koszmarów. Brakuje mi nawet nauki. Do tego nasze spacery, wspólne śniadania. Nie zapomnę jak nieudolnie próbował mnie namówić do rozmowy ze swoimi przyjaciółmi. Ale teraz jestem tylko ja i on. Leżę pod nim i go całuje. On jest górą i może robić ze mną co tylko ze chcę.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz