Miałam koszmar. Znowu śniłam o tej strażniczce. Najpierw całującą mojego ukochanego, a potem jak się razem pieprzy**. To było okropne, ale najgorsze było to, ze nie mogłam nic zrobić. Tylko patrzeć z boku jak sobie robią dobrze w łózku. W końcu udało mi się uciec z pokoju, pobiegłam w krzaki i tam się schowałam. Przyszedł Lucas i ta strażniczka, jednak kobieta trzymała w dłoni pistolet, który dotykał skroni chłopaka. Za nim zareagowałam, kobieta strzeliła, a ja krzyknęłam. Zaczęłam płakać. Wszystko stało się czarne, byłam tylko ja i on. Byłam umazana jego krwią. Zamknęłam oczy i poczułam jak ktoś mnie gładzie po włosach. Otworzyłam oczy, a to był Lucas. Nie był martwy, nie był nawet zraniony. Uśmichał się do mnie czule i mnie przytulił. Uspokoiłam się.
Obudziłam się pierwsza, jednak nadal byłam zmęczona i to okropnie. Podniosłam głowę. Jak zasnęliśmy, tak zostaliśmy. Rzadne z nas nie zmieniło pozycji. Jak widać zmęcznenie górowało nad nami. Nie ruszyłam się. Lucas nadal spał, a ja tylko zamknęłąm oczy.
<Lucas?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz