sobota, 5 grudnia 2015

Od Leviathan C.D Anylane

Po tygodniu "leniuchowania", już wrzucili mnie na normalne treningi.Miałam pierwszą lekcję gdzie oberwałam po ryju i na mojej już bladej twarzy widniała lekka rana na brwi i siniak pod okiem. Na szczęście nie spuchłam i nie wyglądam jak reszta wojaków. 
Dla rozrywki więc wspięłam się w jakiś mało uczęszczany korytarz i posiniaczone oko trzymałam przy zimnej ścianie. Obok mnie było małe okno zakratowane i brudne.Chcąc nie chcąc, widziałam jak za oknem latają jakieś ćmy, muchy, jak surowe, brudne chodniki są pełne błota i innego gówna. Co chwila przechodził strażnik świecąc latarką.I był też jakiś.. Pojazd.Obserwowałam pewną ciężarówkę, raczej małego dostawczaka podjeżdżającego pod bramę. Może nie widziałam szczegółów ale i tak pewnie to kolejna dostawa nowych zabawek. Gdy pojazd zniknął za granicę muru, z trudem odkleiłam się od ściany. Niedługo jest pora na nocne sprawdzanie łóżek a mi raczej nie uśmiecha się batowanie dla rozrywki strażników.
Korytarze jakoś dziwnie opustoszały,słyszałam swoje własne kroki co wprowadzało mnie w niepokój. Gdzieś za plecami widziałam pośpiesznie chowającego się dzieciaka. 
-Co do...- Czułam dziwny nastrój. Strach pomieszany z ciekawością.
Musiałam szybko się obrócić . Przed sobą na parę metrów zauważyłam jakiegoś przebiegającego strażnika. Za nim pobiegło jeszcze kilku. I jeden lekarz, który jednak aż tak pośpieszny nie był.
Instynktownie przykleiłam się za jedną z kolumn, pomimo tego ze nic groźnego nie robiłam.
-I weźcie te rękawice. Nie pozwólcie się dotknąć.-Mruknął jakby od niechcenia, podając im pakunek.
Minęli mnie. Czyżby przywieźli nowego towarzysza niedoli?
Ruszyłam za nimi oczekując te magiczne 15 sekund.
Mam teraz świetną okazję do sprawdzenia co nowego zawitało w te mury, ale wiem że lekarze nie lubią kiedy wiem więcej niż oni. Nikt tego nie lubi.
Minęłam zakręt którędy oni przechodzili, prosty korytarz wiódł do sal gdzie sprawdza się fizyczność czy psychiczność obiektów... Nie wiem, ważne że trafia tam wszystko co nowe. I o dziwo nie było tak chronione. Uchyliłam olbrzymie drzwi , jednak od razu zamarłam jak usłyszałam rozmowę dwóch strażników.
-Mówię ci, im więcej mamy takich suk to tym bardziej boję się o swoje życie! Dorwała Sebiego samym wzrokiem! Darł japę jak poparzony! A i tak jak już przybyliśmy to było gdzieś z 6 martwych!-
-6?... Przecież wysłano tylko 4.- Drugi był raczej sceptyczny, słychać było nudę. Ale słyszałam też jak przechodzi z nogi na nogę. Na szczęście oboje byli daleko od drzwi,słyszałam jedynie ich rozmowę.
-Tak czy inaczej, nie wiesz co tam się wyprawiało. Ja sądzę ze takich podobnych trzeba zabijać już przy urodzeniu!-
Przewróciłam oczami, usłyszałam prychnięcie.
Gdyby tak było nie miałbyś tyle kasy na opłacenie swoich zadłużeń.. Poza tym, nikogo nie obchodzą twoje opinie.-
-Taak? To może niech lepiej mnie zaczną słuchać, nie byłoby dzisiaj tyle trupów.-
-Stary...Mam cię dość, idę na fajkę.-
-P-poczekaj! Ej, a słyszałeś o tym jak ...-
Stłumiłam swój oddech na maksymalny poziom, już miałam się cofać ale na szczęście mężczyźni poszli gdzieś w pokój obok. Usłyszałam szum wiatru i ciche zamknięcie drzwi.
Prześlizgnęłam się przez drzwi i cicho zamknęłam je za sobą. Minęłam kilka numerów, klnąc już że to co robię to głupota. Nawet nie próbowałam się skradać, po prostu cicho szłam.
Z duszą na ramieniu i z tysiącami myśli usłyszałam skrzypnięcie. Przed mną otworzyły się drzwi. Jak na głupich filmach , drzwi zasłoniły mnie całą. Wryta z zaskoczenia usłyszałam czyjąś rozmowę.
.-Niestety we wszystkich aktach figurujesz jako Silver. -
To był ten lekarz z korytarza...
-Widocznie tak się właśnie nazywam.- 
-Dobrze.Przejdźmy do badań.
Z tyłu usłyszałam kroki . Ci żołnierze wracający z fajki. Szybkie rzucenie wzroku na korytarz, panika w oczach i jest! Pokój naprzeciw, zgaszone światła, drzwi uchylone. Szybko wbiegłam w pokój zanim ktokolwiek zareagował. Wpadłam do niego i zamykając drzwi upadłam na kolana. Przywarła ucho do drzwi. Wysłuchując czy przypadkiem nikt nie zauważył mojego " mistrzostwa " w szpiegowaniu.
Mężczyźni przeszli obok. Oparłam się plecami o drzwi. Serce waliło jak szalone a mi zaczęło brakować powietrza. Dla zrelaksowania obserwowałam pomieszczenie. Znajdowały się dwa krzesła, biurko, jakieś butelki ale raczej to był dosyć, opustoszały pokój.Usłyszałam ciszę i czyjeś kroki. Uchyliłam je i zobaczyłam stojącą tam dziewczynę. Była odwrócona do mnie tyłem.
Musiała być nowa, była ubrana w ubrania zewnątrz, ręce miała związane.. I całkiem ładne włosy. Zrobiłam krok do przodu. Silver zastanawiała się jak wyjść z korytarza... Ale ciężko bez rąk huh?
"To ona. To ta badana... Kurde, myślałam że będzie wyższa. " Wyszłam na korytarz i stanęłam za nią.
"Uważaj, zabija.."
"Ja też... Nie mówiąc ze wszystko tutaj może mnie zabić"
"Hm.. Masz rację, jednak wiesz. Przebywasz tu NIELEGALNIE, powinnaś być już w łóżku nie mówiąc ze to sektor "zamknięty!""

-Gdzieś się wybierasz?-Zadałam pytanie, świetnie zagłuszając swój zdenerwowany ton.
-Silver?- Dodałam i założyłam ręce na piersiach.
Nie odwróciła się od razu. Zmierzyła mnie wzrokiem i zrobiła uroczy hollywodzki uśmiech.
-heeey, może wyświadczysz mi przysługę. Zgubiłam się.. A wiesz, nic nie zrobię gdy mam związane ręce.-
-Naprawdę myślałaś ze to przejdzie?- Podniosłam brwi i prychnęłam z śmiechu.
Wątpię abyś była tu tak samo dobrowolnie jak ja.- Skupiła swój wzrok na moim siniaku.-Może pomożesz?
Wychyliłam się głową w bok. Pomoc, jej? I tak tu zostanie już, nie ma opcji wyjścia, a ja nie powinnam się w to mieszać.
-Okey, okey. Ale ucisz się.- Syknęłam.
Dziewczyna odwróciła się do mnie tyłem.... jednak złapałam ją za ramie i pociągnęłam do pokoju gdzie się ukrywałam wcześniej.
-Co ty wyrabiasz?!-
-Milcz.-Zamknęłam drzwi i zasunęłam rolety. 
- Co potrafisz?- Odwróciłam się do niej bokiem, ciągle obserwując korytarze na zewnątrz.
-Mogę ci pokazać.- 
-Nie radziłabym.-Mruknęłam marszcząc brwi.
Silver zaczęła się chyba denerwować. Spojrzałam na nią.
-Nie chce się zaprzyjaźniać. Chce stąd wyjść , okey? Czy mogłabyś więc przestać mnie zamęczać i rozwiązać!? Patrz- Wskazała głową na drzwi.- Tam w poprzedniej sali był plecak.Mój plecak, coś co potrzebuje, rozumiesz?-
Zawiesiłam głowę w ciszy.
-Nie wydostaniesz się z stąd.- Rzuciłam po kilku minutach. Każdy kto tu trafia ma marzenie by zwiać.. Wszyscy źle kończą, zaznaczając że śmierć nie jest tą "złym" endem.
-Potrafię zaskakiwać ludzi.- Silver nie dawała za wygraną.- Kim w ogóle jesteś?-
Wstałam z krzesła.
-Hanna.-
Podniosła brew.
-Mam na imię Hanna.- Powtórzyłam i zdjęłam jej okulary.- Bez żadnych sztuczek. Odwróć się.
Zdjęłam z niej więzi i rzuciłam w kąt.
-Pilnuj się. Nie chce mieć przejebane.- Mruknęłam znudzona i uchyliłam drzwi.
Silver milczała, ale chyba jednak zrozumiała że nie ma co liczyć na większą pomoc tutaj niż to co ja zrobiłam. Złapałam za klamkę i wyszłam. Korytarze były puste, więc pośpiesznie ruszyłam w stronę drzwi. Czują się już bardziej bezpieczna, nawet nie zastanawiałam się aby zrobić to subtelniej.
Oberwałam od kogoś w plecy. Obróciłam się leżąc już na ziemi. Jeden z strażników.
-Kurva mać.- Mruknęłam.
Oberwałam w twarz aż mnie zamroczyło, złapał mnie za rękę i wykręcił.
-Co tu robiłaś!?- Potrząsnął mną i przyparł do ściany.
-Zgubiłam się.- Uśmiechnęłam się szyderczo wypluwając krew. 
-Nie kłam!-
Poczułam jak skóra pęka mi na brwi.
-Daj spokój.-Zacharczałam.- I tak mnie zlejesz za byle góvno ci wmówię.-
Puścił mnie a ja złożyłam się w pół. Przetarłam twarz z krwi i spojrzałam na niego. W tym samym momencie on mnie złapał za szyje i wyprowadził.
Widziałam jedynie sylwetkę Silver umykającą. Wydawało mi się ze skrzyżowałyśmy swój wzrok.
Świetnie.

Rzucił mnie do izolatki, już poobijaną ale na szczęście żywą. Zamknął drzwi za sobą wyklinając na "mutantów". Oho, chyba trafiłam na tego mniej przyjemnego strażnika.
Cóż, teraz muszę spędzić tutaj całą noc. Będzie zabawnie.
-Silver... Niech ci się kurva uda. Inaczej masz wpierdol.- Rzuciłam do ścian zrezygnowana. Położyłam się na obolałych plecach. 
Dał mi w kość. I to nieźle. A jutro trening. Świetnie.



<Anylane?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz