czwartek, 3 grudnia 2015

Od Anylane

Zbierając w locie swoją torbę, której nawet nie raczyłam wcześniej wypakować, pobiegłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wyskoczyłam wprost na dachówki budynku obok. Po cichu przeszłam pod ścianą i przedostałam się do szybu schodzącego do głównej drogi. Gdy byłam już w pobliżu przejścia w kolejny kwartał, ktoś pociągnął mnie ramię w tył i szybko związał moje dłonie nim zorientowałam się co się dzieje. Chwilę potem nasunął jakąś szmatę na moje oczy i nałożył na głowę worek. 
-Uważajcie! Nie może was dotknąć ! - krzyknął głos dochodzący jak mniemam z ciężarówki do której mnie wrzucili. Chwilę wierzgałam nogami i próbowałam rozluźnić więzy. Podniesiono mnie za ramiona i posadzono na krześle. 
-Nie ruszaj się inaczej nie przeżyjesz dwóch dni - warknął jeden z nich do mojego ucha. 
Buntowałam się jeszcze chwilę, jednak nic to nie dało. 
Poczułam ukłucie w szyi i potem zasnęłam otumaniona narkotykami. Gdy się obudziłam, ktoś mnie szturchnął i rzucił coś obok moich nóg.
-Za 5 minut będziemy 
-Trzeba ją wybudzić, nie mam zamiaru jej nosić. Podobno przez sen może tworzyć gorsze halucynacje.
-Minęło 5 godzin nie możliwe, że jeszcze śpi. Ten lek działa maksymalnie 3. Albo udaje albo się udusiła pod tym workiem.
-Trzeba było go zdjąć, przecież ma opaskę na oczach. 
-Zajmiemy się nią na miejscu - odpowiedział zrezygnowany.
Kilka minut potem samochód zatrzymał się a drzwi otworzyły. 
-Wyjmijcie ją ! 
Wypchnęli mnie na ziemię byle nie dotknąć moich dłoni. Upadłam na plecy i od razu zaczęłam się podnosić. Zdjęto mi worek z głowy co sprawiło, że z oczu zsunęła się szmata robiąca za ich główną ochronę przede mną. Spojrzałam na najbliższego z nich a ten w sekundę zaczął się drzeć wymachując bronią. Ostatecznie postrzelił nią jakiegoś innego naukowca i przystawił sobie do skroni oddając ostatni strzał w swoim życiu. 
-Ku*wa zróbcie coś zanim nas wszystkich pozabija!
Od tyłu podbiegli kolejni ludzie i złapali mnie mocno, jeden z nich zapomniał się i dotknął mojej dłoni chwilę potem lądując na ziemi i błagając o pomoc i krzycząc coś, że jego skóra się pali. Maska znów wylądowała na moich oczach i zaczęto mnie pchać gdzieś, z tego co zdążyłam zauważyć, prawdopodobnie do dużego budynku przed nami. Na dłonie założyli mi rękawice z szorstkiego materiału, były grube i niewygodne. I to ma ich obronić ? 
Znów zostałam posadzona na jakimś krześle, a facet stojący za mną zamienił maskę z moich oczu z dziwnymi okularami. Widziałam wszystko jakby przyciemnione. Rozejrzałam się i gdy tylko dostrzegłam strażnika próbowałam użyć moich mocy. Nic. Stał niewzruszony. Facet zza moich pleców zaczął się śmiać.
-Nie próbuj tych swoich sztuczek. Nic ci teraz nie dadzą. 
-Zobaczymy - mruknęłam pod nosem na tyle cicho, by mnie nie słyszał. 
-No dobrze damy ci czas na przemyślenie tego co zrobiłaś. Hmm.. zabójstwo 3 naszych naukowców chyba trzeba jakoś ukarać. - dodał i wyszedł, a strażnik tuż za nim.
Pokój był czysty i nie wyglądał najgorzej. Poruszyłam palcami u rąk i próbowałam odwrócić głowę, żeby zobaczyć jak wyglądają te “rękawice “. Skrzywiłam się widząc ich otoczkę z czystego diamentu. Świetnie. Przeniosłam wzrok znów na drzwi. Były uchylone dzięki czemu mogłam usłyszeć głosy dochodzące zza nich. Przez szpare wielkości 20 cm dostrzegłam chłopaka opartego o ścianę i rozmawiającego z dziewczyną, chyba młodszą ode mnie. Nie wyglądał na jednego z nich. Wyczuł moje spojrzenie, bo zaczął się rozglądać i zatrzymał wzrok na mnie. Marszcząc brwi wrócił do rozmowy, a dziewczyna odeszła po chwili zostawiając go samego. Wróciłam do oglądania pokoju i zauważyłam pod ścianą moją torbę. Chociaż tyle.. uśmiech wpłynął na moje usta, a dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że zniknął tak szybko jak się pojawił. Mężczyzna 45-50 lat, żona, jedno dziecko- przyjrzałam się jeszcze raz - okay dwójka i doktorat z nauk medycznych. 
-Zrobimy ci kilka kompleksowych badań. Twoja moc jest bardzo niebezpieczna, dlatego pozostaniesz w nich.- wskazał na wynalazek, znajdujący się na moim nosie- A teraz wstań proszę i powiedz jak masz na imię. - siedziałam dalej i prychnęłam jedynie w odpowiedzi.-Niestety we wszystkich aktach figurujesz jako Silver. - Powiedział przeglądając strony w teczce. -dlatego potrzebujemy Twojego prawdziwego nazwiska
-Widocznie tak się właśnie nazywam.- Odburknęłam ledwo słyszalnie nie patrząc na niego.
-Dobrze. - odpowiedział zupełnie tak jakby mi uwierzył na co uniosłam lekko brwi. n-Przejdźmy do badań. - dodał i zabrał się do pracy. Pobrał mi krew, sprawdził ciśnienie, puls i kilka innych bezcelowych rzeczy.
Po tym wszystkim zdjął z moich dłoni rękawice ( oczywiście tak by mnie nie dotknąć) i wyszedł zostawiając znów uchylone drzwi. Siedziałam cicho lekko zaskoczona i rozruszałam nadal związane nadgarstki. Wstałam chwilę potem i ruszyłam w ich stronę. Wystawiłam głowę nasłuchując i rozglądając się. Gdy wydostałam się z pokoju, ruszyłam korytarzem. Chwilę potem usłyszałam za sobą głos: 
-Gdzieś się wybierasz ? Silver ? 


<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz