sobota, 12 grudnia 2015

Od Tomas`a CD Lorraine

- Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić - powiedział ze smutkiem- Zaraz przetransportują cię do Czarnej Drużyny, ja należę do Złotej. Wszystko ci wyjaśnią - uśmiechnął się krzepiąco
Ruszył w swoją stronę, a dziewczynę strażnicy eskortowali w przeciwnym kierunku.
*Parę dni później*
Zastanawiał się, jak się trzyma ta dziewczyna. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Czasem starał się dostrzec z wysokiego okna, co się dzieje za Cierniowym Lasem...gdyby było jakieś zamieszanie, wiedziałby, że ona ma w tym udział. Osoby ze Złotej Drużyny próbujące przedostać się na tereny Czarnej Drużyny, muszą przejść najpierw przez mur, a następnie przez właśnie ten las.
Była to droga dość niebezpieczna, ale musiał się dowiedzieć, jak sobie poradziła. Kiedy już kogoś raz uratował, nie dawała mu spokoju troska o tą osobę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy: broń, jedzenie, wodę i mapę. Tak przygotowany ruszył schodami na dół.


{Lorraine}

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Od Lorraine

Leżałam sobie spokojnie, odpoczywając w pokoju. Spojrzałam na swoje ręce. Czym ja jestem? Dlaczego w ten sposób? Z chęcią wyrzekłabym się tego wszystkiego. Wszystkiego to robi ze mnie inną. Może normalność nie jest taka dobra jak się wydaję. Ale inność też nie czyni mnie lepszą. Pomieszczenie było dość marnie urządzone, wiec sama zadbałam o wystrój. Gruby czarny dywan, uszczelnione ściany w tej samej barwie. To wszystko, niestety nadało pokojowi koszmarną atmosferę, ale było lepiej z temperaturą. Była nie za ciepła, ani nie za zimna. Tutaj o nas nie dbali. Więc zadbałam o siebie sama. Wiadomo z czego to wszystko zostało stworzone. Musiałam zmniejszać naprężenie mocy w sobie, bo kiedyś wystrzeli jak korek od szampana. Co prawda były trening, potyczki ze strażnikami, ale moja moc wciąż rosła. No nie... Wykrakałam... Wtargnęli do mojego pokoju jak do swojego. Popatrzyłam na nich wrogo. Było ich pięcioro, na korytarzu pewnie więcej. 
- To już człowiek nie może się porządnie wyspać? 
Taki wielki, łysy, bez karku raczył mi odpowiedzieć.
- Nie zasługujesz na miano człowieka, demonie. Idziesz z nami.
Prychnęłam. Co oni sobie myślą? Nie jestem potulnym kociaczkiem. Ani owieczką na rzeź. Przeciągnęłam się na łóżku i założyłam ręce za głowę.
- Nie, dzięki. Obejdę się bez tych bezcennych doświadczeń. Wypier*dalać mi! Tam są drzwi!
Wskazałam palcem.
- Skoro nie chcesz po dobroci... - zaczął podchodzić w moją stronę. 
Zerwałam się z łóżka tworząc czarną barierę między mną,a nimi. Wykroczyłam przez okno, wybijając szybę (trzecie w tym tygodniu). Spadałam w akompaniamencie odgłosów tłuczonego szkła. Przemieniłam się się w locie i wyrównałam lot półtora metra nad ziemią. Cieszyłam się z tak silnych skrzydeł. Potrafiły unieść nie tylko mnie, ale i dwie inne osoby, gdybym chciała jakieś ratować. Zaczęli strzelać we mnie usypiaczami. Wściekłam się, musiałam lawirować i odbijać pociski. Nie zostałam dłużna zbyt długo. Trzy kruki, moi wierni towarzysze, strzegący mnie gdy śpię w tym nieludzkim miejscu. Zmieniły formę na bardziej niebezpieczną. Demoniczna bestię z ostrymi i długimi kłami. Zaatakowałam stylem "na bombę", robiąc korkociąg i ochraniając się skrzydłami nie do przebicia. Strzeliłam ogromną dawką mocy, jaką miałam w sobie.
- Niech was piekło pochłonie!
Poupadali, mocno pokiereszowani ostrymi odłamkami z czarnego piasku. 
- Mam was dosyć!
Stanęłam dumnie, z podbródkiem do góry jak klasyczny trudny przypadek. Po chwili wyszczerzyłam się pokazując pokaźne uzębienie. Leżeli pojękując. Większość umierała cicho lub dostawała obłędu. Ktoś z tyłu zaatakował mnie... w sumie nie wiem jak to się nazywa. To coś miało mnie skrępować, ale kto powiedział że im na to pozwolę? Złapałam za srebrna linkę, która boleśnie owinęła się wokół mojej dłoni i nadgarstka. Końcówka była jak kotwica. Chłopak szarpnął mnie do siebie. Zaczęłam biec w jego stronę, tylko po to by się na niego rzucić. Kopnęłam go w pierś wybijając całe powietrze z płuc. Pazurami rozorałam mu gardło. Wyrwałam mu tą cholerną linkę. Przyda się. Odwróciłam się do biegnących ludzi. Na jednym wykorzystałam tą jakże użyteczną broń. Walka była bardzo zaciekła. Blond włosy odważył się złapać mnie za ogon. Zabolało. Syknęłam i odwróciłam się. Widząc mój wzrok, cofnął się, puszczając go. Ogon zacisnął się wokoło jego szyi i rzucił nim. Upadł na piach.
- Przestań! Mamy twojego brata! - wrzasnął.
Skakałam już po plecach drogich strażników. Wiedział, że nie chcieli mnie zabijać. Chcieli mnie miąć po swojej stronie. Mogłam być im "przydatna". Jak to określił jeden z naukowców w białym kitlu. Dlatego szukali każdego sposobu. Mój wewnętrzny demon był wniebowzięty. Chociaż to dla demona niemożliwe. To on kierował moimi ruchami. Był wyśmienitym zabójcą jak i mordercą. To była dla niego zabawa. Cofnęli się na "bezpieczną odległość". Stanęłam na ugiętych nogach. A raczej Darkness, jak go zaczęłam nazywać. Przestałam się go bać czy nienawidzić. Zaakceptowałam go i polubiłam, przecież tylko to mi zostało. Chronił mnie przecież. On też poszedł mi na rękę, ponieważ dawał mi prawo wyboru takie jak teraz. Czy ma walczyć, czy lepiej się poddać. To ja byłam rozumem, a on obrońcą. Grałam przywódcę. Bo wszystkiemu co demoniczne trzeba pokazać, że jest się godnym być jego panem. Zyskać u niego szacunek. Dlatego mogę tworzyć i przywoływać własne demony. Władcą, a to były moje chowańce. A najpotężniejszy był we mnie i pod moim wezwaniem.
- Dlaczego miałabym wam wierzyć? - wycharczałam.
Jeden z nich zaśmiał się i rzucił mi kartotekę. Złapałam ją i otworzyłam,zerkając na nich kątem czarnego oka. Na zdjęciu zobaczyłam ciemną czuprynę i niebieskie oczy. Eric William Wolf (Nightshade), 19 lat... Mój starszy zaginiony braciszek, którego poznałam dwa miesiące temu przed tymi pokręconymi zdarzeniami. Najbardziej wstrząsnęło mną zdanie: Panowanie nad lodem i zimnem. O matko... Mają go. Zachowałam kamienną twarz mimo, że we mnie szalała burza. Nie mogłam go tak zostawić. Może i od nie dawna mogę nazwać go bratem, ale to mnie do czegoś zobowiązuje. 
Zamknęłam akta i rzuciłam ją blondynowi pod nogi. Zawarczałam groźnie. 
- Zaprowadź mnie do niego .- Patrzyłam na niego z co prawda z pogardą, ale on się uśmiechał, mimo że nie mógł spojrzeć mi w oczy. Bał się ich. Karmiłam się tym lękiem, uszkadzając z lekka ich psychiki. Będą się im śniły okropne koszmary. Nie żałowałam. Należało się im. Ruszyłam w ich kierunku. Mieli mnie na lufach pistoletów. Nie chowałam swojej demonicznej postaci. Może się jeszcze przydać.
- Jesteś prawdziwym potworem. - stwierdził, nie patrząc na mnie.
Był niewiele niższy. No cóż nie każdego obdarzono wzrostem. Spojrzałam błyszcząc ostrzegawczo kłami.
- Nazwisko zobowiązuje. Zmieńcie gadkę, to się robi nudne.
Moje nazwisko oznacza Cień Nocy. Pasuje do mnie prawda? Podobno zawsze moja rodzina uważana za żartownisie, luzaków, osobami zajmującymi się nielegalnymi rzeczami i młodocianymi przestępstwami. Stwierdziłam, że mój głos jest głębszy. Schowałam skrzydła. Jak wyglądały? Są jak anielskie, pierzaste, tylko czarne i jakby ostrzejsze. Stworzone do gwałtownych manewrów. Mój ogon z charakterystyczną końcówką, niemal sunął za mną po ziemi. Wprowadzili mnie do tego samego budynku co robili badania. Laboratorium, przeklęte miejsce przez każdego mieszańca jaki postawił tu nogę. Trafiłam na inne piętro. Był pokój, jak miejsce przesłuchań. Tak mnie zaprowadzili. 
- Oto on. 
Blondyn otworzył mi drzwi. Ten sam, z którym rozmawiałam. Przeszłam przez nie jako pierwsza. Gwałtownie zamknęły się za mną ze szczękiem zamka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Złapałam się za boki.
- No i jak skończyłeś bracie? A mówiłam byś uważał. Jak zwykle nie słuchasz co się do ciebie mówi, nie?
Patrzyłam na siedzącego w kącie skulonego osobnika. Na dźwięk mojego głosu uniósł gwałtownie głowę. 
- Raine!
Rozłożyłam szeroko ramiona.
- Oto ja.
Zerwał się i mnie przytulił. Był wyższy o te trzy centymetry i... Zimny.Bił od niego chłód. Oddałam uścisk. W końcu się ode mnie odkleił, oddając dostęp do życiodajnego gazu. Uśmiechnęłam się do niego lekko, dodając otuchy. Nagle mój wzrok przyciągnęło coś białego.
- Ty... To... Co?!
Patrzyłam w szoku. On miał ogon?! Pal licho, że biały! Co do diabła się tu wyrabia?! Spojrzał na nią zakłopotany.
- Bo widzisz dość niedawno...
Białka zrobiły się czarne, a tęczówki rażąco krystalicznie niebieskie. Cofnął się o dwa kroki. Pojawiły się skórzane skrzydła, a włosy zbielały, prócz jednego granatowo-czarnego pasemka. Kły się wysunęły, uszy zmieniły lekko swój kształt. To się nazywa zmiana image. 
- Na złamane pióro z mojego skrzydła, nie wierzę!
On jest podobny do mnie! Stał się tym co ja. Pół demonem. A taki był z niego niepozorny chłopak. Jedyne co się różniło to moc. Wewnętrzny demon władający Lodem. Skoro z Mrokiem w parze idzie Strach, to co idzie w parze z Lodem? Patrzyłam na niego przez chwilę w szoku, po chwili ogarnęłam się i obeszłam go dookoła. Końcówka była taka jak moja. Coś na kształt ostrego niewielkiego sierpa lub zakrzywionego końca włóczni. Nawet miał skazę taką jak ja.
- No,no nie spodziewałam się tego po tobie. Patrz.
Pokazałam swój ogon, obok jego. Blizna w kształcie księżyca. Identyczna. Srebrna. 
- Nigdy nie pokazałaś mi swojej drugiej formy. - stwierdził.
No tak, wyglądałam teraz jak prawie człowiek. Nie mogłam wiedzieć, że ma podobną mutacje. Odeszłam parę kroków. Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam czym się chwalić. 
Spełniłam jednak jego niemą prośbę. Ukazałam czym jestem. Gdy stracę kontrolę oczywiście. Zastanowiłam się. Może go uwolnię. Siebie na pewno nie. Jego może się udać. Nie musi tu zostać tak jak ja. Zapukałam w drzwi.
- Otwierajcie gnidy!
Eric dawał znaki do lustra jednostronnego. Wiedzieliśmy, że nas obserwują. Jednak nie chcieli otworzyć drzwi. Trzymali nas tu w jakimś celu. Olśniło mnie. Te otwory w ścianach... Chcieli nas zagazować. Pozbawić przytomności w naszych drugich formach. Kurna! 
- Oblodź ściany i drzwi! Szybko!
Usłyszałam syk. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc, ale widząc moją lekką panikę zrobił to o co prosiłam. Uderzył otwartą dłonią w szkło. Cienki lód rozszedł się od przez jego rękę, na całe pomieszczenie, pokrywając je cienką warstwą. 
- Nie może pęknąć pod byle naporem!
Zmrużył oczy. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Cienka błyszcząca nić rozeszła się,a gdy zaczęła każdy kawałek szarego betonu, tak jakby napuchła. Teraz warstwa nie przepuści gazu. Widziałam zielone przebłyski pod nim. 
- Darkness... Zdaję się na ciebie. Uwolnij nas stąd.
Uśmiechnęłam się do demonicznego brata który nie rozumiał co się dzieje i straciłam świadomość. Wiecie jak się czuje taka osoba? Jakby dryfowała. Nie dochodzą dźwięki, nic nie czujesz. Podobne do snu, ale to jeszcze nie to.

C.D.N nastąpi ;)

Od Lucasa C.D Nathaniela

Zacząłem się śmiać i wysunąłem wilcze pazury. Nathaniel popatrzył na mnie zdezorientowany.
-Zmiennokształtność. Ale najbardziej z tego wszystkiego wolę wilka-wyjaśniłem
-To pokaż się -powiedział
Na początku spojrzałem na niego jak na idiote. Potem zmieniłem się w kota. 
Nie będę siać paniki na tej niby stołóweczce. Nat zaczął się śmiać. Zmierzyłem go spojrzeniem..... ah gdyby wzrok mógł zabijać. Wróciłem na miejsce i znów sie przemieniłem.
-Koniec przedstawienia-dodałem
-No weź..... słodki był z ciebie kocur. Podrapać cię za uchem?- zapytał z szerokim uśmiechem
-Nie przeginaj- poprosiłem

(Nathaniel?)

Od Nathaniela C.D Lucasa

-A powiedz jak ty tu trafiłeś? Może zdradzisz też swoje dary?-zmienił temat.
- Hmm - zamyśliłem się cofając pamięcią wstecz - W sumie to nie ma nic ciekawego
- Na pewno musi być - 
- A więc tak, pamiętam, że dzień był brzydki, ciągle padało a ja z tego zimna dostałem kataru. Gdy wracałem do domu miałem dziwne przeczucie. Gdy wszedłem do środka w salonie stało kilku mężczyzn. Bez żadnego słowa powalili na ziemię i coś wstrzyknęli po czym odpłynąłem - przyznałem 
- A twoi rodzice? - zapytał
- Nic nie powiedzieli - mruknąłem - Nie otrzymałem żadnych wyjaśnień. Zapewne ucieszyli się, że pozbyli się takiego potwora z domu
- Na pewno nie 
- Nie znasz ich - westchnąłem - Codziennie patrzyli się jak na obcego, nienawidzili mnie, nie wiem co im takiego zrobiłem
- Powiesz mi jakie posiadasz moce?
-Władam płomieniem ognia - odpowiedziałem i dla potwierdzenia przywołałem gorący, czerwony ogień
- Super - spojrzał zachwycony
- A ty co potrafisz? - zagadnąłem

(Lucas?)

Od Lucasa C.D Blue

Odwróciłem się w stronę tej dziewczyny , która znowu zaczęła tworzyć kule.
Szybko do niej podszedłem i złapałem za ręce. Ta oderwała się od czynności i spojrzała na mnie przerażona.
- Już dobrze. Mack nie pozwoli na takie traktowanie-powiedziałem łagodnie
Spojrzałem na mojego opiekuna i Amber a dziewczyna schowała się za mną.
Pokazałem Blue by podeszła do mnie. Ona to zrobiła i złapała mnie za rękę.
-Nie. Nie zapominam się!-krzyknęła Amber-Mają wykonywać rozkazy. Za nieposłuszeństwo jest kara! 
-Nie-odezwał się stanowczo Mack-To ma być również dla nich dom a nie strikte więzienie.
-Blue zabierz ją stąd-wyszeptałem
Dziewczyny zaczęły odcodzić ale Amber szybko to zauważyła. Wyciągnęła nóż który wylądował blisko nogi Blue. Aż serce mi stanęło. Zmieniłem się szybko w wilka zasłaniając dziewczyny.
-A wy dokąd nie skończyłam z wami - odezwała sie strażniczka
-Opanuj sie Amber-zarządał Mack

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Zaraz. - powiedziałam i wystawiłam głowę na przód.
Moim oczom ukazała się walka Amber i jakiejś dziewczyny. 
- Amber! - krzyknął Mack podbiegajac do nich.
Gdyby nie jego unik, leżał by martwy na ziemi. Skąd te kule? To była moc dziewczyny. Tworzyła kule ognia, którymi potem mogła rzucać.
- Uważaj! - krzyknał Lucas, a tamte dwie nawet na nas nie spojrzały.
- Amber! Co tu się wyprawia! - Mack zlapał ją za rękę, a dziewczyna przestała ciskać w nią kulcami, dzięki czemu my mogliśmy podibec do nich.
- Nie wypełniła rozkazu! - krzyknęłam wkurzona strażniczka.
- Chyba się zapominasz. - mruknął poirytowany opiekun.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Chyba nie znowu Amber..... Odwróciłem się i gwałtownie odepchnąłem Blue. 
Dziewczyna poleciała na ziemie a ja zrobiłem unik przed lecącą kulą czegoś....
Spojrzałem na Blue i pomogłem jej wstać oraz złapałem za rękę.
Po sekundzie z budynku wybiegł Mack i spojrzał na nas zszokowany.
-Co się dzieje?!-zapytał
Wzruszyłem ramionami a Mack pobiegł szybko w tamtą stronę.
Sam pobiegłem za nim a Blue poszła powoli i ostrożnie za nami.
-Mack!-krzyknąłem
Pociągnąłem go do tyłu a kolejna kula przeleciała przed jego twarzą.
-Blue stań za nami-poprosiłem

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Ponownie ruszyliśmy w stronę budynku.
- Kiedy ostatni raz tańczyłeś? - zapytałam z ciekawości.
- Chyba z trzy lata temu. - uśmiechnęłam się.
- Ja nigdy. Nawet mi nie przyszło to do głowy. - odpowiedziałam, a chłopak wybałuszył oczy ze zdziwienia.
- Nie wierzę. Aż tak źle nie tańczyłaś. A raczej bardzo dobrze. - machnęłam ręką.
- Mam wspaniałego nauczyciela. 
Gdy tylko przekroczyliśmy bramę, od razu zrozumieliśmy, że coś nie gra. Usłyszeliśmy krzyki i odgłosy walki.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

- Może właśnie po to tak brzmie- podpowiedziałem
Blue zasłoniła ręką usta ale i tak widziałem że się śmieje.
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się rozbawiony
-Ależ dziękuję za komplement- zaśmiałem się i ukłoniłem
-Nie ma za co- dygnęła lekko.
Złapałem ją za ręce i przyciągnąłem do siebie porywając do tańca.
Blue zaśmiała się i o dziwo dobrze szedł jej taniec. Nawet bardzo dobrze.
Na koniec obkręciłem ją i przytuliłem do siebie całując. 
- Lepiej?- zapytałem z troską
-Tak-odetchnęła zadowolona
No tak.... przecież nie codzień ja tańczę. Tańczyłem ostatni raz... jakieś 3 lata temu. Osobiście dla mnie to szmat czasu.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Szliśmy w ciszy przez las. Obydwoje rozglądaliśmy się dookoła. Jego tu nei było przez dwa miesiące, a ja nie chciałam ryzykować wyjścia samej. I tak rzadko kiedy wychodziłam z pokoju, a tak to miałam zamknięte drzwi na klucz.
- A co będzie, jeśli mi się nie uda? - zastanawiałam się głośno.
Lucas odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie złowrogim wzrokiem.
- Nawet tak nie mów. - skarcił mnie wzrokiem.
- Ja głośno myślałam. - przewróciłam oczami.
- To nie myśl. Nawet sam nie chcę o tym myśleć. Uda ci się. - powiedział powaznie i stanowczo.
- Jesteś zabawny, gdy mówisz stanowczo. - odparłam z uśmiechem.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Uśmiechnąłem się do niej i dalej szedłem z nią na plecach.
-Nie. Chyba bym zleciał gdybym spróbował-zaśmiałem się
Blue pacnęła mnie w głowę a ja odchyliłem głowę do tyłu patrząc na nią.
-Skoro ja sie utrzymałam to ty tym bardziej-podsumowała
-Chyba wole sam być wierzchowcem. -stwierdziłem
Blue w końcu zeskoczyła z moich pleców a ja złapałem ją za rękę.
-A spróbujesz kiedyś jeździć konno?-spytała
-Może.....-przeciągnąłem i uśmiechnąłem się do niej.
Oczywiście zaczęliśmy wracać. Bo dłużej nam zajmie przejście pieszo , niż w galopie. Rozglądałem się po okolicy badając każdy zakamarek i zapamiętując go. W końcu dawno mnie tu nie było.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Nigdy nie jeździłam. - powiedziałam niepewnie. 
Miałam wrażenie, że zaraz spadnę na lewy bok i to na bark.
- Po prostu się trzymaj. - kiwnęłam głową.
Koń Lucas zaczynał od zwyczajnego stepu, potem przeszedł chyba do galopu, a potem do kłusa. Biegł bardzo szybko i o dzowi nie spadłam na ziemię. A nawet lepiej, czułam się jakbym latała.
- Jeździłeś kiedyś? - zapytałam.
Stanęliśmy, a koń przemienił się w człowieka. Lucas trzymał mnie na plecach, na tak zwanym baranie.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue


Przewróciłem oczami i zaśmiałem się. Odsunąłem się od niej.
-Pamiętasz gdy pierwszy raz mnie spotkałaś?Kim byłem?- zaśmiałem się
Blue popatrzyła na mnie zaciekawiona a ja przemieniłem się w konia. Przekłusowałem dookoła niej aż w końcu się zatrzymałem przed nią.
-Wariat-powiedziała zachwycona
Pogłaskała mnie po pysku. Ja odwróciłem się do niej bokiem i położyłem na ziemi. Blue usiadła na moim grzbiecie i wtuliła się we mnie. Jednak nie spodziewała się że wstanę. Po paru minutach stanąłem na równe nogi.
Blue odruchowo złapała moją grzywę a ja zacząłem stępować.
Czułem że dziewczyna się trochę spina. Zatrzymałem się i popatrzyłem na nią.
-Przecież cię nie zrzucę - zapewniłem spokojnie

(Blue?)

sobota, 5 grudnia 2015

Od Blue C.D Lucasa

Złapałam się za głowę.
- Dobra, ale to jutro. - oboje kiwnęli głową.
- To do zobaczenia. Sprawdzę gdzie jest teraz Amber - powiedział i zniknął.
Oparłam się o ramię chłopaka. Moga wykorzystać Amber aby mnie sprowokować. A co z tym dzie w parze? Lucas. Oczywiście mogą też wykorzystać przyjaciół Lucas'a jak i opiekuna. Super.
- To będzie męczący miesiąc. - wesychnęłam.
- Dasz radę. - oparł moje ramienie i uśmiechnął się ciepło. 
- Ta Amber kiedyś nieźle dostanie. - stwierdziłam. - I to może nie ode mnie. - dodałam.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Spojrzałem zszokowany na Macka. Może być źle.... może być bardzo źle.
Opiekun wziął mnie na chwilę na bok.
-Nie ukrywam że ciebie również mogą do tego wykorzystać-wyjaśnił
-Jak?-spytałem
-Hmm. Pomyśl. Amber?-Mruknął
Spojrzałem na niego jak na totalnego idiote. Ale jednak on miał racje. Mogło tak być że wykorzystają i mnie.
-Musicie sie bardziej pilnować-dodał gdy podeszliśmy do Blue.
Skinęliśmy głowami a ja złapałem ją za rękę. Nie wyobrażam sobie tego że miałbym zostać wykorzystany do tego by ją sprowokować.
-Jutro zaczynamy trening kolejny-nakazałem
-Jaki?-westchnęła
-Taki byś zachowała zimną krew jakby ktoś mnie krzywdził. A Pan Mack nam w tym pomoże-wyjaśniłem
-Słusznie..?-zająknął się gdy usłyszał że ma nam pomóc.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Odetchnełam z ulgą, gdy pojawił się opiekun. Gdy Lucas mówił te rzeczy o Amber, wiedziałam, że kłąmię, ale jednak się denerwowałam. Już na sam jej widok serce zaczęło bić szybciej, więc to dla niej kiedys się źle skończy.
- Chodźcie. A ty Amber, wracaj do siebie. Chyba zapomniałaś, ze bez pozwolenia nie możesz wychodzić. - wątpię, aby to była prawda, ale jednak dziewczyna chyba uwierzyła, bo naburmuszona od razu znikneła nam z oczu. - Jak idzie trening? - zapytał. 
- Dobrze. Zamiast mnie porazić, dostałem w twarz. - Lucas się uśmiechnął.
- Jakieś postępy są. - szliśmy dalej, aż w końcu stanęliśmy.
- Blue, ostrzegam się, abyś się nieźle przygotowała. Na pewno wykorzystają Amber, abyś straciła nad soba kontrolę. - jak to możliwe, że tyle razy ostrzegł nas przed czymś, powiedział to, czego nie powienien i nadal tu jest? 

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

-Masz racje. Pierwsza bym cie zabiła-zaśmiała sie.
Podniosłem ją na rękach i zakręciłem się razem z nią. Oboje śmialiśmy się jak małe dzieci. Jednak gdy tylko odstawiłem ją na ziemię. Przed nami wyrosła Amber.
Stanęliśmy jak wryci a ja złapałem Blue za rękę by się uspokoiła.
-Widze że się pogodziliście-powiedziała z niesmakiem i skrzyżowała ręce.
-Tak. A co nie możemy mieć chwili dla siebie?! I co? Śledzisz mnie?!-zapytałem zdenerwowany
-Może....-odparła obojętnie
Prychnąłem wkurzony i chciałem jeszcze coś powiedzieć ale.....
-Lucas... Blue wszędzie was szukałem-usłyszałem Macka
A po chwili również poczułem jego dłoń na ramieniu. Odetchnąłem głęboko i rozluźniłem się. Jak to jest że on prawie zawsze wyciąga mnie z tarapatów lub mi pomaga? On nie był strażnikiem. Bardziej przyjacielem który mnie pilnował i dbał o mnie i o osoby ważne dla mnie.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Spoliczkowanie zamiast porażenia prądem, a przytulas za to, że dzięki tobie nie dostałeś ładunkiem elektrycznym - uśmiechnęłam się słąbo.
Lucas odetchnął i także mnie objął.
- Ale jak jeszcze raz takie coś powtórzysz, to walnę się z zamkniętej ręki - powiedziałam grożąc mu wzrokiem.
Zaśmiał się, po czym wstaliśmy.
- Teraz masz się tylko pilnowac, a za miesiąc "test" - odparł.
Objął mnioe ramieniem i ruszyliśmy na krótki spacer w lesie.
- Nie mówiłęś tego na serio, prawda? - nie wiem czemu się zapytałam.
Lucas wybałuszył oczy i spojrzął na mnie jednocześnie poirytowany, ale i też zdziwiony.
- Szybciej bym zginął - mruknął i mnie pocałował.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Stałem przy tym drzewie i mówiłem to co przychodziło mi do głowy.
Aczkolwiek ledwo przez gardło przechodziły mi słowa o tej Amber. 
Przynajmniej też byłem w bezpiecznej odległości bo pewnie bym dostał.
-Może i nawet bym się potem z nią przespał? Ale znając życie... Ona by mnie szybciej do tego wyciągnęła-powiedziałem po dłuższej chwili
Blue po minucie zerwała się na nogi i podeszła do mnie. Zasłoniłem się szybko dłońmi ale żadnego ataku nie poczułem. 
Podniosłem wzrok i zostałem spoliczkowany a zaraz również przytulony.
Stałem jak wryty nie rozumiejąc jej zachowania.
-Em... olśnij mnie. Za co spoliczkowanie a za co przytulas?- spytałem zdziwiony

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Zgodziłam się. 
- Ale jak mnie wkurzysz? - zapytałam zaciekawiona, gdyż nawet ja nie wiem jak on ma to zrobić. 
- Daj mi chwilęc. - zaczął się zastanawiać. Oparł się o drzewo, a ja usiadłam na trawie i czekałam.
- Wiesz, że jak ci się nie uda to cię zabiją? - zagadał. Nie wiem czy to jego plan, jeśli tak, to jest na razie słaby. - Wiesz co wtedy ze mną zrobią? Zapewne dadzą mnie na zawsze szkolenie, gdzie jest ta Amber... - westchnął. Czyli będzie mnie chciał ją wkurzyć. Niezły pomysł. Przygryzłam wargę. - Nieźle się całuje. Może to jeszcze powtórzę? - wiedziałam, że nie mówi tego na poważnie, jednak serce zaczęło mi czybciej bić, a tętno podskoczyło. - Będzie mi musiała cię zastąpić... - kontynuował, a ja zaczęłam sobie nuciś w myślach moją kołysankę.

<Lucas?>

Od Leviathan C.D Anylane

Po tygodniu "leniuchowania", już wrzucili mnie na normalne treningi.Miałam pierwszą lekcję gdzie oberwałam po ryju i na mojej już bladej twarzy widniała lekka rana na brwi i siniak pod okiem. Na szczęście nie spuchłam i nie wyglądam jak reszta wojaków. 
Dla rozrywki więc wspięłam się w jakiś mało uczęszczany korytarz i posiniaczone oko trzymałam przy zimnej ścianie. Obok mnie było małe okno zakratowane i brudne.Chcąc nie chcąc, widziałam jak za oknem latają jakieś ćmy, muchy, jak surowe, brudne chodniki są pełne błota i innego gówna. Co chwila przechodził strażnik świecąc latarką.I był też jakiś.. Pojazd.Obserwowałam pewną ciężarówkę, raczej małego dostawczaka podjeżdżającego pod bramę. Może nie widziałam szczegółów ale i tak pewnie to kolejna dostawa nowych zabawek. Gdy pojazd zniknął za granicę muru, z trudem odkleiłam się od ściany. Niedługo jest pora na nocne sprawdzanie łóżek a mi raczej nie uśmiecha się batowanie dla rozrywki strażników.
Korytarze jakoś dziwnie opustoszały,słyszałam swoje własne kroki co wprowadzało mnie w niepokój. Gdzieś za plecami widziałam pośpiesznie chowającego się dzieciaka. 
-Co do...- Czułam dziwny nastrój. Strach pomieszany z ciekawością.
Musiałam szybko się obrócić . Przed sobą na parę metrów zauważyłam jakiegoś przebiegającego strażnika. Za nim pobiegło jeszcze kilku. I jeden lekarz, który jednak aż tak pośpieszny nie był.
Instynktownie przykleiłam się za jedną z kolumn, pomimo tego ze nic groźnego nie robiłam.
-I weźcie te rękawice. Nie pozwólcie się dotknąć.-Mruknął jakby od niechcenia, podając im pakunek.
Minęli mnie. Czyżby przywieźli nowego towarzysza niedoli?
Ruszyłam za nimi oczekując te magiczne 15 sekund.
Mam teraz świetną okazję do sprawdzenia co nowego zawitało w te mury, ale wiem że lekarze nie lubią kiedy wiem więcej niż oni. Nikt tego nie lubi.
Minęłam zakręt którędy oni przechodzili, prosty korytarz wiódł do sal gdzie sprawdza się fizyczność czy psychiczność obiektów... Nie wiem, ważne że trafia tam wszystko co nowe. I o dziwo nie było tak chronione. Uchyliłam olbrzymie drzwi , jednak od razu zamarłam jak usłyszałam rozmowę dwóch strażników.
-Mówię ci, im więcej mamy takich suk to tym bardziej boję się o swoje życie! Dorwała Sebiego samym wzrokiem! Darł japę jak poparzony! A i tak jak już przybyliśmy to było gdzieś z 6 martwych!-
-6?... Przecież wysłano tylko 4.- Drugi był raczej sceptyczny, słychać było nudę. Ale słyszałam też jak przechodzi z nogi na nogę. Na szczęście oboje byli daleko od drzwi,słyszałam jedynie ich rozmowę.
-Tak czy inaczej, nie wiesz co tam się wyprawiało. Ja sądzę ze takich podobnych trzeba zabijać już przy urodzeniu!-
Przewróciłam oczami, usłyszałam prychnięcie.
Gdyby tak było nie miałbyś tyle kasy na opłacenie swoich zadłużeń.. Poza tym, nikogo nie obchodzą twoje opinie.-
-Taak? To może niech lepiej mnie zaczną słuchać, nie byłoby dzisiaj tyle trupów.-
-Stary...Mam cię dość, idę na fajkę.-
-P-poczekaj! Ej, a słyszałeś o tym jak ...-
Stłumiłam swój oddech na maksymalny poziom, już miałam się cofać ale na szczęście mężczyźni poszli gdzieś w pokój obok. Usłyszałam szum wiatru i ciche zamknięcie drzwi.
Prześlizgnęłam się przez drzwi i cicho zamknęłam je za sobą. Minęłam kilka numerów, klnąc już że to co robię to głupota. Nawet nie próbowałam się skradać, po prostu cicho szłam.
Z duszą na ramieniu i z tysiącami myśli usłyszałam skrzypnięcie. Przed mną otworzyły się drzwi. Jak na głupich filmach , drzwi zasłoniły mnie całą. Wryta z zaskoczenia usłyszałam czyjąś rozmowę.
.-Niestety we wszystkich aktach figurujesz jako Silver. -
To był ten lekarz z korytarza...
-Widocznie tak się właśnie nazywam.- 
-Dobrze.Przejdźmy do badań.
Z tyłu usłyszałam kroki . Ci żołnierze wracający z fajki. Szybkie rzucenie wzroku na korytarz, panika w oczach i jest! Pokój naprzeciw, zgaszone światła, drzwi uchylone. Szybko wbiegłam w pokój zanim ktokolwiek zareagował. Wpadłam do niego i zamykając drzwi upadłam na kolana. Przywarła ucho do drzwi. Wysłuchując czy przypadkiem nikt nie zauważył mojego " mistrzostwa " w szpiegowaniu.
Mężczyźni przeszli obok. Oparłam się plecami o drzwi. Serce waliło jak szalone a mi zaczęło brakować powietrza. Dla zrelaksowania obserwowałam pomieszczenie. Znajdowały się dwa krzesła, biurko, jakieś butelki ale raczej to był dosyć, opustoszały pokój.Usłyszałam ciszę i czyjeś kroki. Uchyliłam je i zobaczyłam stojącą tam dziewczynę. Była odwrócona do mnie tyłem.
Musiała być nowa, była ubrana w ubrania zewnątrz, ręce miała związane.. I całkiem ładne włosy. Zrobiłam krok do przodu. Silver zastanawiała się jak wyjść z korytarza... Ale ciężko bez rąk huh?
"To ona. To ta badana... Kurde, myślałam że będzie wyższa. " Wyszłam na korytarz i stanęłam za nią.
"Uważaj, zabija.."
"Ja też... Nie mówiąc ze wszystko tutaj może mnie zabić"
"Hm.. Masz rację, jednak wiesz. Przebywasz tu NIELEGALNIE, powinnaś być już w łóżku nie mówiąc ze to sektor "zamknięty!""

-Gdzieś się wybierasz?-Zadałam pytanie, świetnie zagłuszając swój zdenerwowany ton.
-Silver?- Dodałam i założyłam ręce na piersiach.
Nie odwróciła się od razu. Zmierzyła mnie wzrokiem i zrobiła uroczy hollywodzki uśmiech.
-heeey, może wyświadczysz mi przysługę. Zgubiłam się.. A wiesz, nic nie zrobię gdy mam związane ręce.-
-Naprawdę myślałaś ze to przejdzie?- Podniosłam brwi i prychnęłam z śmiechu.
Wątpię abyś była tu tak samo dobrowolnie jak ja.- Skupiła swój wzrok na moim siniaku.-Może pomożesz?
Wychyliłam się głową w bok. Pomoc, jej? I tak tu zostanie już, nie ma opcji wyjścia, a ja nie powinnam się w to mieszać.
-Okey, okey. Ale ucisz się.- Syknęłam.
Dziewczyna odwróciła się do mnie tyłem.... jednak złapałam ją za ramie i pociągnęłam do pokoju gdzie się ukrywałam wcześniej.
-Co ty wyrabiasz?!-
-Milcz.-Zamknęłam drzwi i zasunęłam rolety. 
- Co potrafisz?- Odwróciłam się do niej bokiem, ciągle obserwując korytarze na zewnątrz.
-Mogę ci pokazać.- 
-Nie radziłabym.-Mruknęłam marszcząc brwi.
Silver zaczęła się chyba denerwować. Spojrzałam na nią.
-Nie chce się zaprzyjaźniać. Chce stąd wyjść , okey? Czy mogłabyś więc przestać mnie zamęczać i rozwiązać!? Patrz- Wskazała głową na drzwi.- Tam w poprzedniej sali był plecak.Mój plecak, coś co potrzebuje, rozumiesz?-
Zawiesiłam głowę w ciszy.
-Nie wydostaniesz się z stąd.- Rzuciłam po kilku minutach. Każdy kto tu trafia ma marzenie by zwiać.. Wszyscy źle kończą, zaznaczając że śmierć nie jest tą "złym" endem.
-Potrafię zaskakiwać ludzi.- Silver nie dawała za wygraną.- Kim w ogóle jesteś?-
Wstałam z krzesła.
-Hanna.-
Podniosła brew.
-Mam na imię Hanna.- Powtórzyłam i zdjęłam jej okulary.- Bez żadnych sztuczek. Odwróć się.
Zdjęłam z niej więzi i rzuciłam w kąt.
-Pilnuj się. Nie chce mieć przejebane.- Mruknęłam znudzona i uchyliłam drzwi.
Silver milczała, ale chyba jednak zrozumiała że nie ma co liczyć na większą pomoc tutaj niż to co ja zrobiłam. Złapałam za klamkę i wyszłam. Korytarze były puste, więc pośpiesznie ruszyłam w stronę drzwi. Czują się już bardziej bezpieczna, nawet nie zastanawiałam się aby zrobić to subtelniej.
Oberwałam od kogoś w plecy. Obróciłam się leżąc już na ziemi. Jeden z strażników.
-Kurva mać.- Mruknęłam.
Oberwałam w twarz aż mnie zamroczyło, złapał mnie za rękę i wykręcił.
-Co tu robiłaś!?- Potrząsnął mną i przyparł do ściany.
-Zgubiłam się.- Uśmiechnęłam się szyderczo wypluwając krew. 
-Nie kłam!-
Poczułam jak skóra pęka mi na brwi.
-Daj spokój.-Zacharczałam.- I tak mnie zlejesz za byle góvno ci wmówię.-
Puścił mnie a ja złożyłam się w pół. Przetarłam twarz z krwi i spojrzałam na niego. W tym samym momencie on mnie złapał za szyje i wyprowadził.
Widziałam jedynie sylwetkę Silver umykającą. Wydawało mi się ze skrzyżowałyśmy swój wzrok.
Świetnie.

Rzucił mnie do izolatki, już poobijaną ale na szczęście żywą. Zamknął drzwi za sobą wyklinając na "mutantów". Oho, chyba trafiłam na tego mniej przyjemnego strażnika.
Cóż, teraz muszę spędzić tutaj całą noc. Będzie zabawnie.
-Silver... Niech ci się kurva uda. Inaczej masz wpierdol.- Rzuciłam do ścian zrezygnowana. Położyłam się na obolałych plecach. 
Dał mi w kość. I to nieźle. A jutro trening. Świetnie.



<Anylane?

czwartek, 3 grudnia 2015

Od Lucasa C.D Blue

Przyglądałem się uważnie, rzeczą które wykonywała. Dobrze jej to wszystko szło.
-Gratulacje -odpowiedziałem
Podniosłem się gwałtownie gdy królik był w locie, by skoczyć na moje kolana.
Blue popatrzyła na mnie zszokowana i zmarszczyła brwi.
-Po ostatnich wydarzeniach. Wolę nie tykać się prądu-mruknąłem 
Blue zaczęła się śmiać i podeszła do mnie całując w policzek.
-Dobra..... czyli masz problemy z samokontrolą gdy się denerwujesz tak?-spytałem
-Dokładnie-przytaknęła poważnie
Obszedłem ją dookoła i zacząłem się uważnie zastanawiać, jak mogę ją nauczyć samokontroli.
Po chwili przyszło mi coś dość ciekawego do głowy.
-Blue. A gdybyś tak za każdym razem gdy tylko się denerwujesz myślała o czymś przyjemnym ? Odrywała swój umysł od danej sytuacji która cię denerwuje -wyjaśniłem
Blue popatrzyła na mnie trochę zdezorientowana i zaczęła się zastanawiać.
-Może by wypaliło?-zająknęła się
-To ja cię.......jakoś postaram wkurzyć. A ty spróbujesz tak zrobić.-zaproponowałem
Chociaż pchałem się w to, iż mogłem po raz kolejny dostać ładunkiem elektrycznym. Ale w sumie przeżyłem to już wiele razy. Może i tym razem też będę dalej żył .

(Blue?)

Od Anylane

Zbierając w locie swoją torbę, której nawet nie raczyłam wcześniej wypakować, pobiegłam do okna. Otworzyłam je na oścież i wyskoczyłam wprost na dachówki budynku obok. Po cichu przeszłam pod ścianą i przedostałam się do szybu schodzącego do głównej drogi. Gdy byłam już w pobliżu przejścia w kolejny kwartał, ktoś pociągnął mnie ramię w tył i szybko związał moje dłonie nim zorientowałam się co się dzieje. Chwilę potem nasunął jakąś szmatę na moje oczy i nałożył na głowę worek. 
-Uważajcie! Nie może was dotknąć ! - krzyknął głos dochodzący jak mniemam z ciężarówki do której mnie wrzucili. Chwilę wierzgałam nogami i próbowałam rozluźnić więzy. Podniesiono mnie za ramiona i posadzono na krześle. 
-Nie ruszaj się inaczej nie przeżyjesz dwóch dni - warknął jeden z nich do mojego ucha. 
Buntowałam się jeszcze chwilę, jednak nic to nie dało. 
Poczułam ukłucie w szyi i potem zasnęłam otumaniona narkotykami. Gdy się obudziłam, ktoś mnie szturchnął i rzucił coś obok moich nóg.
-Za 5 minut będziemy 
-Trzeba ją wybudzić, nie mam zamiaru jej nosić. Podobno przez sen może tworzyć gorsze halucynacje.
-Minęło 5 godzin nie możliwe, że jeszcze śpi. Ten lek działa maksymalnie 3. Albo udaje albo się udusiła pod tym workiem.
-Trzeba było go zdjąć, przecież ma opaskę na oczach. 
-Zajmiemy się nią na miejscu - odpowiedział zrezygnowany.
Kilka minut potem samochód zatrzymał się a drzwi otworzyły. 
-Wyjmijcie ją ! 
Wypchnęli mnie na ziemię byle nie dotknąć moich dłoni. Upadłam na plecy i od razu zaczęłam się podnosić. Zdjęto mi worek z głowy co sprawiło, że z oczu zsunęła się szmata robiąca za ich główną ochronę przede mną. Spojrzałam na najbliższego z nich a ten w sekundę zaczął się drzeć wymachując bronią. Ostatecznie postrzelił nią jakiegoś innego naukowca i przystawił sobie do skroni oddając ostatni strzał w swoim życiu. 
-Ku*wa zróbcie coś zanim nas wszystkich pozabija!
Od tyłu podbiegli kolejni ludzie i złapali mnie mocno, jeden z nich zapomniał się i dotknął mojej dłoni chwilę potem lądując na ziemi i błagając o pomoc i krzycząc coś, że jego skóra się pali. Maska znów wylądowała na moich oczach i zaczęto mnie pchać gdzieś, z tego co zdążyłam zauważyć, prawdopodobnie do dużego budynku przed nami. Na dłonie założyli mi rękawice z szorstkiego materiału, były grube i niewygodne. I to ma ich obronić ? 
Znów zostałam posadzona na jakimś krześle, a facet stojący za mną zamienił maskę z moich oczu z dziwnymi okularami. Widziałam wszystko jakby przyciemnione. Rozejrzałam się i gdy tylko dostrzegłam strażnika próbowałam użyć moich mocy. Nic. Stał niewzruszony. Facet zza moich pleców zaczął się śmiać.
-Nie próbuj tych swoich sztuczek. Nic ci teraz nie dadzą. 
-Zobaczymy - mruknęłam pod nosem na tyle cicho, by mnie nie słyszał. 
-No dobrze damy ci czas na przemyślenie tego co zrobiłaś. Hmm.. zabójstwo 3 naszych naukowców chyba trzeba jakoś ukarać. - dodał i wyszedł, a strażnik tuż za nim.
Pokój był czysty i nie wyglądał najgorzej. Poruszyłam palcami u rąk i próbowałam odwrócić głowę, żeby zobaczyć jak wyglądają te “rękawice “. Skrzywiłam się widząc ich otoczkę z czystego diamentu. Świetnie. Przeniosłam wzrok znów na drzwi. Były uchylone dzięki czemu mogłam usłyszeć głosy dochodzące zza nich. Przez szpare wielkości 20 cm dostrzegłam chłopaka opartego o ścianę i rozmawiającego z dziewczyną, chyba młodszą ode mnie. Nie wyglądał na jednego z nich. Wyczuł moje spojrzenie, bo zaczął się rozglądać i zatrzymał wzrok na mnie. Marszcząc brwi wrócił do rozmowy, a dziewczyna odeszła po chwili zostawiając go samego. Wróciłam do oglądania pokoju i zauważyłam pod ścianą moją torbę. Chociaż tyle.. uśmiech wpłynął na moje usta, a dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że zniknął tak szybko jak się pojawił. Mężczyzna 45-50 lat, żona, jedno dziecko- przyjrzałam się jeszcze raz - okay dwójka i doktorat z nauk medycznych. 
-Zrobimy ci kilka kompleksowych badań. Twoja moc jest bardzo niebezpieczna, dlatego pozostaniesz w nich.- wskazał na wynalazek, znajdujący się na moim nosie- A teraz wstań proszę i powiedz jak masz na imię. - siedziałam dalej i prychnęłam jedynie w odpowiedzi.-Niestety we wszystkich aktach figurujesz jako Silver. - Powiedział przeglądając strony w teczce. -dlatego potrzebujemy Twojego prawdziwego nazwiska
-Widocznie tak się właśnie nazywam.- Odburknęłam ledwo słyszalnie nie patrząc na niego.
-Dobrze. - odpowiedział zupełnie tak jakby mi uwierzył na co uniosłam lekko brwi. n-Przejdźmy do badań. - dodał i zabrał się do pracy. Pobrał mi krew, sprawdził ciśnienie, puls i kilka innych bezcelowych rzeczy.
Po tym wszystkim zdjął z moich dłoni rękawice ( oczywiście tak by mnie nie dotknąć) i wyszedł zostawiając znów uchylone drzwi. Siedziałam cicho lekko zaskoczona i rozruszałam nadal związane nadgarstki. Wstałam chwilę potem i ruszyłam w ich stronę. Wystawiłam głowę nasłuchując i rozglądając się. Gdy wydostałam się z pokoju, ruszyłam korytarzem. Chwilę potem usłyszałam za sobą głos: 
-Gdzieś się wybierasz ? Silver ? 


<Ktoś?>

Od Lucasa C.D Nathaniela

Podrapałem się po głowie i spojrzałem na niego z zamyśleniem.
-Em.... powiedzmy że po nieciekawych wydarzeniach z dzieciństwa.....Przygarnęło mnie wujostwo. Potem najpierw trafił tutaj mój kuzyn, a następnie ja. Gdy tylko odkryli że ja również jestem taki-mruknąłem niezadowolony
-Jak nieciekawe były te wydarzenia z dzieciństwa?-dopytał
Złapałem za butelkę, w której było i tak już połowę wody ,ale cóż.
-Bardzo nieciekawe -westchnąłem
-Aż tak źle?-spytał
-Możemy nie drążyć tego tematu-mruknąłem 
Nathaniel podniósł ręce w geście obronnym i skinął głową. Zaśmiałem się cicho i zjadłem to co miałem na talerzu. 
-A powiedz jak ty tu trafiłeś? Może zdradzisz też swoje dary?-zmieniłem temat.

(Nathaniel?)


Od Blue C.D Lucasa

Jak tylko pomyśle o tej suc*, zaczynam się denerwować, a w pełni nie ogarnęłam tego prądu podczas agresji. Kiedyś chyba będzie żałować, że się wogle urodziła. 
Głównym temat przy tym stole była Amber. A gdy skończyliśmy jeść i wszyscy wyszli ze stołówki, skierowałam się z chłopakiem na świeżę powietrze.
- No dobra. Pokaż co potrafisz - powiedział siadając przy drzewie. 
Na początku celowałam wyładowania elektryczne w drzewa, za każdym razem mówiąc, co się stanie. Albo drzewa było pozbawione liści, albo było całe pod napięciem, albo łamało się w pół. Nauczyłam się także robić kulę elektryczną, gdzie była zebrana taka ilość ładunku, że było wszystko widać gołym okiem. Potem dla zabawy robiłam rózne ruchome rzeczy, takie jak tamten zając.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Przemyłem sie , przebrałem , załatwiłem i jakoś ogarnąłem. Wróciłem do Blue po 20 minutach. Leżała na łóżku i czytała?! 
- Ty czytasz?- spytałem z niedowierzaniem
-Tak. Z trudem ale czytam- uśmiechnęliśmy się oboje.
Złapałem ją za rękę i pociągnąłem na stołówkę. Cały czar dobrego dnia wyparował gdy tylko ujrzałem Amber. Zmierzyłem ją uważnie wzrokiem będąc wściekłym.
-Lucas-usłyszałem łagodny głos Blue
Otrząsnąłem się i uśmiechnąłem do niej. Wzięliśmy jakieś jedzenie i usiadliśmy ze znajomymi.
-Lucas... wiesz kto to?- spytał Liam 
Zmierzyłem go zabójczym wzrokiem. On zamilkł i odwrócił od strażniczki wzrok.
-To nowa strażniczka Amber... ale nie radze sie wam do niej zbliżać- mruknąłem z niesmakiem.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Uśmiechnęłam się. On się rozmarzył patrząc na widoki. Ja się rozmarzyłam patrząc na niego.
- Ja się cieszę, że cię znowu mam przy sobie - odparłam całując go, po czym wstałam i gwałtownie stanęłam na nogach, co wywoływało u mnie kręcenie się w głowie, ale tylko przez pięć sekund. Odeszłam od łóżka i skierowałam się do łazienki.
Ogarnęłam włosy, załatwiłam się, ubrałam resztę ubrać, obmyłam twarz i umyłam ręce, po czym wyszłam z łazienki.
- Ale najpierw idziemy coś zjeść - powiedziałam i położyłam się na łóżku, a w tym czasie Lucas poszedł do łazienki.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Przysłuchiwałem się melodii oraz Blue , która powoli zasypiała. 
Sam zasnąłem dopiero, gdy ona to zrobiła. Obudziłem się chwilę przed nią.
Potem ona odwróciła się w moją stronę i to zauważyła.
-Obudziłam Cię?-spytała cicho
Od razu uśmiechnąłem się od ucha do ucha i pocałowałem ją na pobudkę.
-Nie. Wstałem chwile przed tobą -wyjaśniłem spokojnie.
Zmieniliśmy pozycję, tak że teraz oboje leżeliśmy bokiem. Hah! Trochę mi ręka zdrętwiała. 
-To dobrze-odetchnęła głęboko
Zaśmiałem się cicho i oparłem głowę o poduszkę, przyglądając jej się uważnie. 
Rozejrzałem się uważnie dookoła ,a potem spojrzałem za okno.
-Piękne widoki.....-rozmarzyłem się -Wspaniały dzień na pracę na świeżym powietrzu.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Kiwnęłam głową.
- Dobrze. - powiedziałam i zamknęłam oczy. 
Próbowałam ponownie zasnąć, jest dopiero trzecia czy czwarta nad ranem, jestem zmęczona, więc wypadało by zasnąć. Jednak nie mogłam. 
- Blue. Nie możesz spać? - usłyszałam jego głos.
Podniosłam głowę. Wyglądałam pewnie okropnie - te wory pod oczami, jakby były zaćpane, a włosy zapewne nastroszone jak u widmo. Głowę podniosłam tak, że miałam teraz pod nią miękką puszkę. Pokręciłam przecząco głową. Przypomniała mi się wtedy pewna melodia. Zaczęłam sobie nuciś. Była tu moja kołysanka, gdy nie mogłam zasnąć. Spałam na początku pół snem, jakbym nadal wszystko przyjmowała, wszystkie odczucia jakie teraz w tym momencie istnieją, ale jednak jakbym spała. W końcu mi się udało zasnąć, a obudziłam się dopiero gdy słońce wstało.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Spałem i spałem, aczkolwiek miałem chwile przebudzeń. Jednak nic szczególnego się nie działo. Z resztą jak zawsze... Miałem tylko cichą nadzieję, że nikt nam nie przeszkodzi. A tym bardziej ta.......Amber....
Po paru godzinach obudziłem się. Przysłuchiwałem się i przyglądałem Blue. Jednak szybko stwierdziłem że nie śpi. 
-Blue.... myślałaś o mnie? To chyba w ten sposób mnie obudziłaś -zaśmiałem się 
Spojrzałem na zegarek. Eh.... 3:30 nad ranem? No nie za ciekawa godzina w sumie. Dziewczyna po chwili spojrzała na mnie. Nachyliłem się nad nią i pocałowałem namiętnie.
-Jak Ci się spało? Moja histeryczko-zamruczałem jej do ucha.
-O dziwo dobrze, ale.....-ziewnęła przeciągle i zamrugała swoimi rzęsami.
-Dalej jesteś zmęczona -stwierdziłem 
Blue wtuliła się we mnie na znak, że dokładnie tak jest jak mówiłem.
-Musimy dzisiaj potrenować. Obowiązkowo -westchnąłem-Ale......to oo normalnej porze.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Miałam koszmar. Znowu śniłam o tej strażniczce. Najpierw całującą mojego ukochanego, a potem jak się razem pieprzy**. To było okropne, ale najgorsze było to, ze nie mogłam nic zrobić. Tylko patrzeć z boku jak sobie robią dobrze w łózku. W końcu udało mi się uciec z pokoju, pobiegłam w krzaki i tam się schowałam. Przyszedł Lucas i ta strażniczka, jednak kobieta trzymała w dłoni pistolet, który dotykał skroni chłopaka. Za nim zareagowałam, kobieta strzeliła, a ja krzyknęłam. Zaczęłam płakać. Wszystko stało się czarne, byłam tylko ja i on. Byłam umazana jego krwią. Zamknęłam oczy i poczułam jak ktoś mnie gładzie po włosach. Otworzyłam oczy, a to był Lucas. Nie był martwy, nie był nawet zraniony. Uśmichał się do mnie czule i mnie przytulił. Uspokoiłam się.
Obudziłam się pierwsza, jednak nadal byłam zmęczona i to okropnie. Podniosłam głowę. Jak zasnęliśmy, tak zostaliśmy. Rzadne z nas nie zmieniło pozycji. Jak widać zmęcznenie górowało nad nami. Nie ruszyłam się. Lucas nadal spał, a ja tylko zamknęłąm oczy.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Uśmiechnąłem się pod nosem i ją przytuliłem.
-Moja histeryczka-wyszeptałem i pocałowałem ją w czoło.
Jedną ręką obejmowałem ją a drugą podpierałem sobie głowe. 
Piękna noc.... dwa miesiące... i nareszcie znów możemy razem spędzać czas.
Wpatrywałem się cały czas w nią do puki nie zasnęła. Sam natomiast analizowałem cały ten dziwny sen. Oby takie sytuacje z tą strażniczką Amber.... więcej się nie powtórzyły.
Blue po pewnym czasie zaczęła się wiercić i coś mruczeć pod nosem. Hmm pewnie jej się coś śniło. Uśmiechnąłem się ponownie i pogładziłem ją po głowie. Po chwili dziewczyna się uspokoiła. Powspominałem jeszcze to laboratorium i jakimś cudem zasnąłem.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Gdy tylko go zobaczyłam, uśmiechnęłam się. Czuć było ładny zapach grejfruta, albo czegoś takiego. Nie miałam sił, ale nie chciałam zasnąć. Chciałam być pewna, ze tej nocy będę go miała przy sobie. W końcu to będzie pierwsza noc po tych dwóch miesiącach. Leżeliśmy w ciszy, patrząc na siebie. Mi się udało ogarnąć za nim on tu przyszedł, ale ledwo co. Oblałam się wodą, umyłam byle jak i znowu oblałam się wodą. Jedynie miałam na sobie tylko koszulkę, reszty nie miałam ochoty zakładać. I tak już to robiliśmy, więc nie miałą się czego wstydzić.
- Jesteś idiotą, a ja histeryczką - powiedziałam i złapałam go za rękę. - To był tylko jeden durny pocałunek, nic więcej - przybliżyłam się do niego i schowałam głowę opierając ją o jego tors.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Nie wiedziałem co właśnie sie stało. Mack jedynie spojrzał na mnie porozumiewawczo i wyszedł z pokoju. Odetchnąłem głęboko i sam klęknąłem,przytulając ją delikatnie do siebie.
-Masz rację.... jestem durniem.... idiotą i wszystkim co najgorsze-westchnąłem
Oboje byliśmy wyczerpani. Ja znów musze się wziąć w garść przy przemianach. Blue musi opanować wreszcie swoją elektryczność. Po 10 minutach przytulania jej w milczeniu poszedłem do łazienki. Zdjąłem ubrania i wszedłem pod prysznic. Musiałem się odświeżyć a tym bardziej przemyć rany. Krew i woda spływały po moim ciele. Dopiero po 20min. wróciłem już do pokoju ubrany w bokserki i podkoszulek. Blue leżała na skraju łóżka i przysypiała. Opadłem obok niej ale nawet jej nie dotknąłem. Dalej nie byłem pewien czy w ogóle chce mnie znać.
Eh.... idiota jest ze mnie.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa


Siedziałam pod drzewem, aż nie przyszedł Mack. Prawie zapadłam w sen. Wyładowania elektryczne pochłaniają jednak zbyt dużo energii, a tym bardziej podczas złości. Czyli lekcje poszły na marne. Mack kazał mi wracać do pokoju, a on sam zaś ruszył szukać Lucas'a. Nie miałam sił się sprzeciwiać, więc musiał mnie nawet zaprowadzić do pokoju. Położyłam się na łóżko, jednak nie mogłam zasnąć. W tej chwili ważniejszy był Lucas, bałam się o niego. Nie mogłam zasnąć. Leżałam niczym trup, z otwartymi oczami i czekałam na niego.
W końcu drzwi się otworzyły, a przez nie wszedł Lucas. 
- Ty durniu! Bałam się o ciebie! - automatycznie spadłam z łóżka, bo chciałam wstać. Chłopak do mnie podszedł, a ja klęcząc, rzuciłam się jemu na szyję i płakałam. Nawet nie wiem czemu. Może ze szczęścia?

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Słyszałem krzyki Blue oraz rozmowe Macka z tą strażniczką. Będę na służbie miał z nią przerąbane. Biegłem przez długi czas przez las aż w końcu podknąłem się o konar drzewa. Wylądowałem na ziemi lecz już się z niej nie podniosłem.
Oddychałem ciężko i głęboko. Z jednej strony by znów stać się człowiekiem a z drugiej by nie zasnąć z powodu obrażeń. Co jednak nieposkutkowało. Gdy zaczęło się ściemniać ja przysnąłem leżąc na ziemi jako wilk.
Nie wiem ile czasu minęło.... ale poczułem jak ktoś mnie szturcha.
-Lucas wstawaj!-usłyszałem znajomy głos
-Co....? Mam przechlapane?-zapytałem słabo
Gdy otworzyłem oczy to dopiero wtedy mogłem w pełni stwierdzić że to Mack.
-Na szczęście nie-zaśmiał się.
W sumie to już byłem człowiekiem. Mack pomógł mi wstać z ziemi i powędrowaliśmy w stronę akademika. Byłem ciekaw.... gdzie jest teraz Blue.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

To było jednocześnie wspaniałe z jego strony, wręcz przepiękne. Wstałam gdy tylko zobaczyłam jak się na nią rzuca. Gdyby nie zasady sama bym ją zabiła, a w tej chwili to Lucas się narażał. Czy on wie co mogę mu zrobić za zabicie? Na szczęście tego nie zrobił. Jako wilk pobiegł do lasu, a ja bez namysłu ruszyłam za nim. Może na chwiejnym nogach, z ciałem nadal pod prądem, ale jednak go kocham i nie chcę go stracić.
- Lucas! Stój! – krzyczałam, ale był już daleko ode mnie. Na próżno. Co jakiś czas potykałam się o własne nogi, albo o kamienie czy gałęzie wystające z ziemi. W końcu zrezygnowana usiadłam pod pierwszym lepszym drzewem i próbowałam się uspokoić.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Przytulałem ją do siebie. Nie wiedziałem co mam jej na to odpowiedzieć.
- Masz racje..... nie ma dla mnie wyjaśnienia za to co zrobiłem.... nie wiem jak to sie stało.-wydukałem
-Nie wiesz jak sie stało?! Ty ją całowałeś! -krzyknęła
W tym momencie wyrzuciła z siebie całą złość. Impuls elektryczny odrzucił mnie na pnącza kolczaste. Zacisnąłem pięści. Prawie całe ciało miałem poprzebijane kolcami. Zacisnąłem zęby i uwolniłem się z pnączy. Ostatkiem sił podszedłem do Blue i opadłem na nią znów ją obejmując.
-Wiem tylko tyle że jesteś jedyną osobą którą pokochałem i zawsze będę kochał-wyjaśniłem wyczerpany
Po chwili usłyszałem szelest. Nad nami pojawił się Mack z tą strażniczką która się chciała wyrwać. 
-Powiedz Prawdę Blue-nakazał jej Mack
-Prawda jest taka że ..... on mnie kocha- powiedziała z uśmiechem
-Ty s*ko!-wysyczałem słabo.
Podniosłem sie i zmieniłem w wilka. Mack złapał ją mocno i unieruchomił. Zacząłem warczeć i podchodzić do niej.
-Ze mną sie nie zadziera! A tym bardziej nie krzywdzi ludzi których kocham!-warknąłem
Rzuciłem się na nią i powaliłem na ziemie. Poczułem jak Mack próbuje mnie z niej zepchnąć ale mu to nie wychodziło. Mój instynkt sie obudził, ale nie mogłem jej skrzywdzić. Blue miała by wtedy przechlapane i..... ja też. Zeskoczyłem z niej i ranny , oraz wyczerpany pognałem do lasu by się schować.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Nie odpowiedziałam. Nawet nie wiem co mam myśleć. Mija pół roku z twoich ukochanym, który potem cię całuję z dziw*ą, a teraz mówi, że cię kocha. Zacisnęłam pięści jeszcze mocniej, zęby zacisnęłam. Starałam się kontrolować, aby znowu nie rzucić w niego ładunkiem elektrycznym. Po minucie ciszy, który był przerywany tylko moim płaczem, chłopak wstał i podszedł do mnie. Tym razem nie dostał, ale było blisko, gdyż krzaki były pod prądem.
- Blue. Posłuchaj - dotknął mnie, ale ja go odepchnęłam.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam i zamknęłam oczy. Jednak Lucas to Lucas. Ponownie do mnie podszedł i mnie przytulił. Chciałam się wyrwać, odsunąć się od niego, jednak on był silniejszy. Trzymał mnie w uścisku, nawet jeśli go poraziłam prądem. W końcu przestałam się rzucać.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Dopiero po całym zajściu zorientowałem się co właściwie się stało.
Spojrzałem skołowany na Macka , który patrzył na mnie zszokowany.
-Ja musze......Blue....-wydukałem
-Oj idioto! Musisz! Leć. Ja to ogarnę-wyjaśnił
Otrząsnąłem się i pobiegłem w stronę gdzie pobiegła Blue. Wszędzie wyczuwałem jej ładunek elektryczny. Szukałem ją dobre pół godziny ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Usiadłem przy murze i odetchnąłem głęboko.
Gdzie ona mogła być?! Rozejrzałem się jeszcze dookoła. Po chwili usłyszałem płacz. Zerwałem się na równe nogi i poszedłem w tamtą stronę. 
Zauważyłem Blue schowaną w krzakach. Zacząłem powoli podchodzić.
-Blue-wydukałem
-Odejdź!-krzyknęła
Poczułem jak trafia we mnie potężna dawka ładunku elektrycznego.
Zgiąłem się w pół i stęknąłem z bólu.
- Nie...... Bo cię kocham -wydusiłem
Po raz kolejny poczułem jak trafia we mnie ładunek. Upadłem na kolana i spojrzałem na nią.
-Przecież wierz że cię kocham - wydusiłem zrezygnowany.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Pobiegłam do opiekuna. Nie pukając w drzwi, wbiegłam do jego pokoju i go wyciągnęłam, rzucając szybko jakieś słowa wytłumaczenia. Na szczęście się nie opierał. Pobiegliśmy w stronę gdzie usłyszałam krzyk. Stanęliśmy, gdy zobaczyłam jak Lucas przygwoździł kobietę do ściany.
- O co tu chodzi? - Mack zarządał natychmiastowych wyjaśnień. 
- Właśnie nam przerwałeś coś pięknego - usłysząłam głos strażniczki i w tym momencie pocawała Lucas'a. Wtedy poczułam okropne ukłucie w sercu. Pocałunek nie był udawany, a prawdziwy. Zacisnęłam pięćsi. Jak oni to mogli zrobić?! I dlaczego Lucas nie reaguje?! Gdy dziewczyna odsunęła swoje usta od jej, Mack złapał mnie za ręce, gdyż chciałam w nią wycelować prądem.
- Póść mnie! - wyrwałam się z jego objęć i poraziłam kobietę prądem. Nawet nad tym nie panowałam, dlatego światło w całym korytarzu zgasło, gdyż zarówki popękały. Nie wiem czy ją zabiłam, czy po prostu straciła przytomność, ale uciekłam stamtąd, chowając łzy w oczach. Nie pobiegłam do pokoju. Chciałam się ukryć tak, aby chłopak mnie nie znalazł.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Spojrzałem zszokowany na Blue i złapałem ją za ramie.
-Idź po Macka a ja sprawdze o co chodzi-poprosiłem
Ona skinęła niechętnie głową i się rozdzieliliśmy. Pobiegłem tam gdzie mnie krzyk doprowadził. Zobaczyłem tą strażniczkę. Wywlekła jakąś młodą dziewczynę za włosy z pokoju.
-Czym ci ona zawiniła?-warknąłem
Dopiero w tym momencie zorientowały się że jestem tuż obok. Strażniczka spojrzała na mnie i tylko sie uśmiechnęła.
-Niczym -dodała triumfalnie
Podszedłem do niej i złapałem gwałtownie ją za ręce. Uwalniając jej ofiare z jej uścisku. Nieznajoma mi dziewczyna pobiegła do pokoju koleżanki i obie się zamknęły.
-Nie zapomniałaś się?! Nie masz prawa ruszać podopiecznych innych strażników-warknąłem
-Jak na bestie sporo o tym wiesz-zaśmiała sie chytrze próbując ukryć swój strach.
Przyszpiliłem ją do ściany nabuzowany. Ale zamiast walnąć ją w twarz. To na ostrzeżenie z pięści walnąłem w ściane tuż przy jej głowie.
-Nie jestem bestią!-krzyknąłem

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Wciągnęłam spodnie na nogi.
- Ok. Ale czy wpierw nie musisz iść do Mack'a? - zapytałam i poszłam do łazienki. Obmyłam twarz i spięłam włosy.
- Może masz rację. Ale idziesz ze mną - odparł z delikatnym uśmiechem, a ja go odwzajemniłam i kiwnęłam głową. Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do pokoju opiekuna. Po drodze nikogo nie spotkaliśmy. 
- Jak myślisz? Co może robić ta nowa strażniczka? - zapytałam przypominając sobie ją nabuzowaną, gdy tylko Lucas mnie przytulił na jej oczach.
- Prócz tego, że rzuca innym patyki na aportowanie? - powiedział żartobliwie. - Sam nie wiem - dodał i wtedy usłyszeliśmy krzyki jakiejś dziewczyny.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Objąłem ją mocno i pocałowałem w czoło.
-Mi też.... mi też-odetchnąłem szczęśliwy. 
Leżeliśmy tak półgodziny w milczeniu, wpatrując się w siebie. Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi. Zerwałem się z łóżka i ubrałem się szybko.
Uchyliłem drzwi i spojrzałem na Liama.
-Co jest?-spytałem
Liam zaczął mi wszystko wyjaśniać odnośnie nowej strażniczki. Rozrabia i robi to czego nie powinna. 
- Dobra pogadam z Mackiem - dodałem i zamknąłem drzwi. Gdy się obróciłem , Blue była już ubrana.
-Może potrenujemy? Pokażesz mi to czego sie nauczyłaś-zaproponowałem

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Poczułam jego ciepłe, duże ręce, na całym ciele. Byłam całkowicie rozluźniona, a w tej chwili było mi na prawdę przyjemnie, gdy mnie masował. Zaczął od barków i ramion. Potem przeszedł na plecy, następnie na nogi, a najlepsze został na koniec. Zaczął masować mi pośladki, co było wspaniałym uczuciem. Bardzo mi go brakowało przez te dwa miesiące. 
- Masz wspaniałe dłonie - powiedziałam z zamkniętymi oczami. Po kilku minutach położyl się obok mnie, zmęczony.
- I jak się podobało? - odwrócił się w moją stronę i wsadził mi rękę we włosy.
- Lepiej nie mogło być - pocałowałam go namiętnie. - Tak mi ciebie brakowało - dodałam.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Wszedłem w nią powoli i zacząłem się w niej poruszać. Po kilku minutach Blue oplotła swoje nogi na moich biodrach. Chcąc pewnie być bliżej mnie.
Całowałem ją namiętnie jednocześnie zagłuszając jej jęki.
Tak bardzo tęskniłem i tak długo czekałem by znów móc ją dotykać, całować, przytulać i trwać przy niej.
- Kocham Cię-wymruczałem jej do ucha.
Poruszałem się w niej nieprzerwanie ale po kilku minutach doszedłem. Oraz wyszedłem z niej. Nie zdążyłem się położyć a dziewczyna spojrzała na mnie.
-Już ?- zapytała
Spojrzałem na nią i obróciłem ją na brzuch i zacząłem ją intensywnie masować.

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

Zostałam pozbawiona bluzki. Ponownie się całowaliśmy namiętnie, aż Lucas ściągnął z siebie ubrania, a ze mnie spodnie, więc byliśmy już tylko w bieliźnie. 
Znowu mogłam czuć jego dotyk, smak ust. Spojrzeć mu w oczy, za którymi tęskniłam. 
Zaczerwieniłam się. Jedną ręką masował moją pierś, a drugą wsadził w majtki i poczułam jego palec. Westchnęłam i oplotłam ręce wokół jego szyi, co mu ułatwiła całowanie go w usta. Potem jednak byliśmy juz całkowicie nadzy, ja znowu oplotłam nogi wokół jego bioder. Już nie przeszkadzały mi tamte wspomnienia, bo wiedziałam, że Lucas mi nic nie zrobi. Dotknął mojego miejsca swoim członkiem.
- Kocham cię i chcę tego - powiedziałam patrząc mu w oczy.
- Czytasz mi w myślach. Także cię kocham i tego chcę - wszedł powoli.

<Lucas?>