sobota, 12 grudnia 2015

Od Tomas`a CD Lorraine

- Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić - powiedział ze smutkiem- Zaraz przetransportują cię do Czarnej Drużyny, ja należę do Złotej. Wszystko ci wyjaśnią - uśmiechnął się krzepiąco
Ruszył w swoją stronę, a dziewczynę strażnicy eskortowali w przeciwnym kierunku.
*Parę dni później*
Zastanawiał się, jak się trzyma ta dziewczyna. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Czasem starał się dostrzec z wysokiego okna, co się dzieje za Cierniowym Lasem...gdyby było jakieś zamieszanie, wiedziałby, że ona ma w tym udział. Osoby ze Złotej Drużyny próbujące przedostać się na tereny Czarnej Drużyny, muszą przejść najpierw przez mur, a następnie przez właśnie ten las.
Była to droga dość niebezpieczna, ale musiał się dowiedzieć, jak sobie poradziła. Kiedy już kogoś raz uratował, nie dawała mu spokoju troska o tą osobę. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy: broń, jedzenie, wodę i mapę. Tak przygotowany ruszył schodami na dół.


{Lorraine}

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Od Lorraine

Leżałam sobie spokojnie, odpoczywając w pokoju. Spojrzałam na swoje ręce. Czym ja jestem? Dlaczego w ten sposób? Z chęcią wyrzekłabym się tego wszystkiego. Wszystkiego to robi ze mnie inną. Może normalność nie jest taka dobra jak się wydaję. Ale inność też nie czyni mnie lepszą. Pomieszczenie było dość marnie urządzone, wiec sama zadbałam o wystrój. Gruby czarny dywan, uszczelnione ściany w tej samej barwie. To wszystko, niestety nadało pokojowi koszmarną atmosferę, ale było lepiej z temperaturą. Była nie za ciepła, ani nie za zimna. Tutaj o nas nie dbali. Więc zadbałam o siebie sama. Wiadomo z czego to wszystko zostało stworzone. Musiałam zmniejszać naprężenie mocy w sobie, bo kiedyś wystrzeli jak korek od szampana. Co prawda były trening, potyczki ze strażnikami, ale moja moc wciąż rosła. No nie... Wykrakałam... Wtargnęli do mojego pokoju jak do swojego. Popatrzyłam na nich wrogo. Było ich pięcioro, na korytarzu pewnie więcej. 
- To już człowiek nie może się porządnie wyspać? 
Taki wielki, łysy, bez karku raczył mi odpowiedzieć.
- Nie zasługujesz na miano człowieka, demonie. Idziesz z nami.
Prychnęłam. Co oni sobie myślą? Nie jestem potulnym kociaczkiem. Ani owieczką na rzeź. Przeciągnęłam się na łóżku i założyłam ręce za głowę.
- Nie, dzięki. Obejdę się bez tych bezcennych doświadczeń. Wypier*dalać mi! Tam są drzwi!
Wskazałam palcem.
- Skoro nie chcesz po dobroci... - zaczął podchodzić w moją stronę. 
Zerwałam się z łóżka tworząc czarną barierę między mną,a nimi. Wykroczyłam przez okno, wybijając szybę (trzecie w tym tygodniu). Spadałam w akompaniamencie odgłosów tłuczonego szkła. Przemieniłam się się w locie i wyrównałam lot półtora metra nad ziemią. Cieszyłam się z tak silnych skrzydeł. Potrafiły unieść nie tylko mnie, ale i dwie inne osoby, gdybym chciała jakieś ratować. Zaczęli strzelać we mnie usypiaczami. Wściekłam się, musiałam lawirować i odbijać pociski. Nie zostałam dłużna zbyt długo. Trzy kruki, moi wierni towarzysze, strzegący mnie gdy śpię w tym nieludzkim miejscu. Zmieniły formę na bardziej niebezpieczną. Demoniczna bestię z ostrymi i długimi kłami. Zaatakowałam stylem "na bombę", robiąc korkociąg i ochraniając się skrzydłami nie do przebicia. Strzeliłam ogromną dawką mocy, jaką miałam w sobie.
- Niech was piekło pochłonie!
Poupadali, mocno pokiereszowani ostrymi odłamkami z czarnego piasku. 
- Mam was dosyć!
Stanęłam dumnie, z podbródkiem do góry jak klasyczny trudny przypadek. Po chwili wyszczerzyłam się pokazując pokaźne uzębienie. Leżeli pojękując. Większość umierała cicho lub dostawała obłędu. Ktoś z tyłu zaatakował mnie... w sumie nie wiem jak to się nazywa. To coś miało mnie skrępować, ale kto powiedział że im na to pozwolę? Złapałam za srebrna linkę, która boleśnie owinęła się wokół mojej dłoni i nadgarstka. Końcówka była jak kotwica. Chłopak szarpnął mnie do siebie. Zaczęłam biec w jego stronę, tylko po to by się na niego rzucić. Kopnęłam go w pierś wybijając całe powietrze z płuc. Pazurami rozorałam mu gardło. Wyrwałam mu tą cholerną linkę. Przyda się. Odwróciłam się do biegnących ludzi. Na jednym wykorzystałam tą jakże użyteczną broń. Walka była bardzo zaciekła. Blond włosy odważył się złapać mnie za ogon. Zabolało. Syknęłam i odwróciłam się. Widząc mój wzrok, cofnął się, puszczając go. Ogon zacisnął się wokoło jego szyi i rzucił nim. Upadł na piach.
- Przestań! Mamy twojego brata! - wrzasnął.
Skakałam już po plecach drogich strażników. Wiedział, że nie chcieli mnie zabijać. Chcieli mnie miąć po swojej stronie. Mogłam być im "przydatna". Jak to określił jeden z naukowców w białym kitlu. Dlatego szukali każdego sposobu. Mój wewnętrzny demon był wniebowzięty. Chociaż to dla demona niemożliwe. To on kierował moimi ruchami. Był wyśmienitym zabójcą jak i mordercą. To była dla niego zabawa. Cofnęli się na "bezpieczną odległość". Stanęłam na ugiętych nogach. A raczej Darkness, jak go zaczęłam nazywać. Przestałam się go bać czy nienawidzić. Zaakceptowałam go i polubiłam, przecież tylko to mi zostało. Chronił mnie przecież. On też poszedł mi na rękę, ponieważ dawał mi prawo wyboru takie jak teraz. Czy ma walczyć, czy lepiej się poddać. To ja byłam rozumem, a on obrońcą. Grałam przywódcę. Bo wszystkiemu co demoniczne trzeba pokazać, że jest się godnym być jego panem. Zyskać u niego szacunek. Dlatego mogę tworzyć i przywoływać własne demony. Władcą, a to były moje chowańce. A najpotężniejszy był we mnie i pod moim wezwaniem.
- Dlaczego miałabym wam wierzyć? - wycharczałam.
Jeden z nich zaśmiał się i rzucił mi kartotekę. Złapałam ją i otworzyłam,zerkając na nich kątem czarnego oka. Na zdjęciu zobaczyłam ciemną czuprynę i niebieskie oczy. Eric William Wolf (Nightshade), 19 lat... Mój starszy zaginiony braciszek, którego poznałam dwa miesiące temu przed tymi pokręconymi zdarzeniami. Najbardziej wstrząsnęło mną zdanie: Panowanie nad lodem i zimnem. O matko... Mają go. Zachowałam kamienną twarz mimo, że we mnie szalała burza. Nie mogłam go tak zostawić. Może i od nie dawna mogę nazwać go bratem, ale to mnie do czegoś zobowiązuje. 
Zamknęłam akta i rzuciłam ją blondynowi pod nogi. Zawarczałam groźnie. 
- Zaprowadź mnie do niego .- Patrzyłam na niego z co prawda z pogardą, ale on się uśmiechał, mimo że nie mógł spojrzeć mi w oczy. Bał się ich. Karmiłam się tym lękiem, uszkadzając z lekka ich psychiki. Będą się im śniły okropne koszmary. Nie żałowałam. Należało się im. Ruszyłam w ich kierunku. Mieli mnie na lufach pistoletów. Nie chowałam swojej demonicznej postaci. Może się jeszcze przydać.
- Jesteś prawdziwym potworem. - stwierdził, nie patrząc na mnie.
Był niewiele niższy. No cóż nie każdego obdarzono wzrostem. Spojrzałam błyszcząc ostrzegawczo kłami.
- Nazwisko zobowiązuje. Zmieńcie gadkę, to się robi nudne.
Moje nazwisko oznacza Cień Nocy. Pasuje do mnie prawda? Podobno zawsze moja rodzina uważana za żartownisie, luzaków, osobami zajmującymi się nielegalnymi rzeczami i młodocianymi przestępstwami. Stwierdziłam, że mój głos jest głębszy. Schowałam skrzydła. Jak wyglądały? Są jak anielskie, pierzaste, tylko czarne i jakby ostrzejsze. Stworzone do gwałtownych manewrów. Mój ogon z charakterystyczną końcówką, niemal sunął za mną po ziemi. Wprowadzili mnie do tego samego budynku co robili badania. Laboratorium, przeklęte miejsce przez każdego mieszańca jaki postawił tu nogę. Trafiłam na inne piętro. Był pokój, jak miejsce przesłuchań. Tak mnie zaprowadzili. 
- Oto on. 
Blondyn otworzył mi drzwi. Ten sam, z którym rozmawiałam. Przeszłam przez nie jako pierwsza. Gwałtownie zamknęły się za mną ze szczękiem zamka. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Złapałam się za boki.
- No i jak skończyłeś bracie? A mówiłam byś uważał. Jak zwykle nie słuchasz co się do ciebie mówi, nie?
Patrzyłam na siedzącego w kącie skulonego osobnika. Na dźwięk mojego głosu uniósł gwałtownie głowę. 
- Raine!
Rozłożyłam szeroko ramiona.
- Oto ja.
Zerwał się i mnie przytulił. Był wyższy o te trzy centymetry i... Zimny.Bił od niego chłód. Oddałam uścisk. W końcu się ode mnie odkleił, oddając dostęp do życiodajnego gazu. Uśmiechnęłam się do niego lekko, dodając otuchy. Nagle mój wzrok przyciągnęło coś białego.
- Ty... To... Co?!
Patrzyłam w szoku. On miał ogon?! Pal licho, że biały! Co do diabła się tu wyrabia?! Spojrzał na nią zakłopotany.
- Bo widzisz dość niedawno...
Białka zrobiły się czarne, a tęczówki rażąco krystalicznie niebieskie. Cofnął się o dwa kroki. Pojawiły się skórzane skrzydła, a włosy zbielały, prócz jednego granatowo-czarnego pasemka. Kły się wysunęły, uszy zmieniły lekko swój kształt. To się nazywa zmiana image. 
- Na złamane pióro z mojego skrzydła, nie wierzę!
On jest podobny do mnie! Stał się tym co ja. Pół demonem. A taki był z niego niepozorny chłopak. Jedyne co się różniło to moc. Wewnętrzny demon władający Lodem. Skoro z Mrokiem w parze idzie Strach, to co idzie w parze z Lodem? Patrzyłam na niego przez chwilę w szoku, po chwili ogarnęłam się i obeszłam go dookoła. Końcówka była taka jak moja. Coś na kształt ostrego niewielkiego sierpa lub zakrzywionego końca włóczni. Nawet miał skazę taką jak ja.
- No,no nie spodziewałam się tego po tobie. Patrz.
Pokazałam swój ogon, obok jego. Blizna w kształcie księżyca. Identyczna. Srebrna. 
- Nigdy nie pokazałaś mi swojej drugiej formy. - stwierdził.
No tak, wyglądałam teraz jak prawie człowiek. Nie mogłam wiedzieć, że ma podobną mutacje. Odeszłam parę kroków. Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam czym się chwalić. 
Spełniłam jednak jego niemą prośbę. Ukazałam czym jestem. Gdy stracę kontrolę oczywiście. Zastanowiłam się. Może go uwolnię. Siebie na pewno nie. Jego może się udać. Nie musi tu zostać tak jak ja. Zapukałam w drzwi.
- Otwierajcie gnidy!
Eric dawał znaki do lustra jednostronnego. Wiedzieliśmy, że nas obserwują. Jednak nie chcieli otworzyć drzwi. Trzymali nas tu w jakimś celu. Olśniło mnie. Te otwory w ścianach... Chcieli nas zagazować. Pozbawić przytomności w naszych drugich formach. Kurna! 
- Oblodź ściany i drzwi! Szybko!
Usłyszałam syk. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc, ale widząc moją lekką panikę zrobił to o co prosiłam. Uderzył otwartą dłonią w szkło. Cienki lód rozszedł się od przez jego rękę, na całe pomieszczenie, pokrywając je cienką warstwą. 
- Nie może pęknąć pod byle naporem!
Zmrużył oczy. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Cienka błyszcząca nić rozeszła się,a gdy zaczęła każdy kawałek szarego betonu, tak jakby napuchła. Teraz warstwa nie przepuści gazu. Widziałam zielone przebłyski pod nim. 
- Darkness... Zdaję się na ciebie. Uwolnij nas stąd.
Uśmiechnęłam się do demonicznego brata który nie rozumiał co się dzieje i straciłam świadomość. Wiecie jak się czuje taka osoba? Jakby dryfowała. Nie dochodzą dźwięki, nic nie czujesz. Podobne do snu, ale to jeszcze nie to.

C.D.N nastąpi ;)

Od Lucasa C.D Nathaniela

Zacząłem się śmiać i wysunąłem wilcze pazury. Nathaniel popatrzył na mnie zdezorientowany.
-Zmiennokształtność. Ale najbardziej z tego wszystkiego wolę wilka-wyjaśniłem
-To pokaż się -powiedział
Na początku spojrzałem na niego jak na idiote. Potem zmieniłem się w kota. 
Nie będę siać paniki na tej niby stołóweczce. Nat zaczął się śmiać. Zmierzyłem go spojrzeniem..... ah gdyby wzrok mógł zabijać. Wróciłem na miejsce i znów sie przemieniłem.
-Koniec przedstawienia-dodałem
-No weź..... słodki był z ciebie kocur. Podrapać cię za uchem?- zapytał z szerokim uśmiechem
-Nie przeginaj- poprosiłem

(Nathaniel?)

Od Nathaniela C.D Lucasa

-A powiedz jak ty tu trafiłeś? Może zdradzisz też swoje dary?-zmienił temat.
- Hmm - zamyśliłem się cofając pamięcią wstecz - W sumie to nie ma nic ciekawego
- Na pewno musi być - 
- A więc tak, pamiętam, że dzień był brzydki, ciągle padało a ja z tego zimna dostałem kataru. Gdy wracałem do domu miałem dziwne przeczucie. Gdy wszedłem do środka w salonie stało kilku mężczyzn. Bez żadnego słowa powalili na ziemię i coś wstrzyknęli po czym odpłynąłem - przyznałem 
- A twoi rodzice? - zapytał
- Nic nie powiedzieli - mruknąłem - Nie otrzymałem żadnych wyjaśnień. Zapewne ucieszyli się, że pozbyli się takiego potwora z domu
- Na pewno nie 
- Nie znasz ich - westchnąłem - Codziennie patrzyli się jak na obcego, nienawidzili mnie, nie wiem co im takiego zrobiłem
- Powiesz mi jakie posiadasz moce?
-Władam płomieniem ognia - odpowiedziałem i dla potwierdzenia przywołałem gorący, czerwony ogień
- Super - spojrzał zachwycony
- A ty co potrafisz? - zagadnąłem

(Lucas?)

Od Lucasa C.D Blue

Odwróciłem się w stronę tej dziewczyny , która znowu zaczęła tworzyć kule.
Szybko do niej podszedłem i złapałem za ręce. Ta oderwała się od czynności i spojrzała na mnie przerażona.
- Już dobrze. Mack nie pozwoli na takie traktowanie-powiedziałem łagodnie
Spojrzałem na mojego opiekuna i Amber a dziewczyna schowała się za mną.
Pokazałem Blue by podeszła do mnie. Ona to zrobiła i złapała mnie za rękę.
-Nie. Nie zapominam się!-krzyknęła Amber-Mają wykonywać rozkazy. Za nieposłuszeństwo jest kara! 
-Nie-odezwał się stanowczo Mack-To ma być również dla nich dom a nie strikte więzienie.
-Blue zabierz ją stąd-wyszeptałem
Dziewczyny zaczęły odcodzić ale Amber szybko to zauważyła. Wyciągnęła nóż który wylądował blisko nogi Blue. Aż serce mi stanęło. Zmieniłem się szybko w wilka zasłaniając dziewczyny.
-A wy dokąd nie skończyłam z wami - odezwała sie strażniczka
-Opanuj sie Amber-zarządał Mack

(Blue?)

Od Blue C.D Lucasa

- Zaraz. - powiedziałam i wystawiłam głowę na przód.
Moim oczom ukazała się walka Amber i jakiejś dziewczyny. 
- Amber! - krzyknął Mack podbiegajac do nich.
Gdyby nie jego unik, leżał by martwy na ziemi. Skąd te kule? To była moc dziewczyny. Tworzyła kule ognia, którymi potem mogła rzucać.
- Uważaj! - krzyknał Lucas, a tamte dwie nawet na nas nie spojrzały.
- Amber! Co tu się wyprawia! - Mack zlapał ją za rękę, a dziewczyna przestała ciskać w nią kulcami, dzięki czemu my mogliśmy podibec do nich.
- Nie wypełniła rozkazu! - krzyknęłam wkurzona strażniczka.
- Chyba się zapominasz. - mruknął poirytowany opiekun.

<Lucas?>

Od Lucasa C.D Blue

Chyba nie znowu Amber..... Odwróciłem się i gwałtownie odepchnąłem Blue. 
Dziewczyna poleciała na ziemie a ja zrobiłem unik przed lecącą kulą czegoś....
Spojrzałem na Blue i pomogłem jej wstać oraz złapałem za rękę.
Po sekundzie z budynku wybiegł Mack i spojrzał na nas zszokowany.
-Co się dzieje?!-zapytał
Wzruszyłem ramionami a Mack pobiegł szybko w tamtą stronę.
Sam pobiegłem za nim a Blue poszła powoli i ostrożnie za nami.
-Mack!-krzyknąłem
Pociągnąłem go do tyłu a kolejna kula przeleciała przed jego twarzą.
-Blue stań za nami-poprosiłem

(Blue?)